sobota, 08 grudnia 2012
Słowo wstępu o Yankee Candle

Parę kolejnych wpisów będzie nie mniej pachnących niż poprzednie. Będzie jednak o tyle intrygująco, że zmieni się między innymi stopień skupienia opisywanych i ocenianych woni... ;) Nieco stęskniłam się za pisaniną w moim blogowym kącie więc tym razem powracam z (jak podejrzewam) niespodziewanymi recenzjami.

Będzie dużo zdjęć, zapraszam do czytania i oglądania :)

Od dawna jestem fanką aromatyzowania nie tylko siebie (oraz każdej bliskiej jednostki, która się nawinie), ale i przestrzeni. Bawiłam się między innymi zestawem małego alchemika do produkcji perfum do pomieszczeń, ale najprostszym sposobem jest zainwestowanie w dobrą świecę zapachową. Mają one też inne, niezaprzeczalne plusy. Niewiele jest przecież równie fajnych, klimatycznych dobrodziejstw jak płomień świecy wieczorową porą. W przypadku produktów marki Yankee Candle, o których zaraz będzie mowa, wykorzystać można nawet szklane opakowania pozostałe po wypaleniu wosku. Tak ładnych słojów można szukać w Ikei (i również zapłacić za nie odpowiednią sumkę).

Dlaczego właśnie Yankee Candle? Sama byłam bardzo sceptyczna kiedy czytałam kolejne pochwalne peany pochwalne na ich temat. W końcu cóż tak wspaniałego może być w pachnącej świecy? Używałam tego rodzaju produktów Ikei czy Brise i uważałam, że są całkiem ok. Wszystko zmieniło się kiedy skorzystałam z atrakcyjnych promocji i kupiłam na próbę parę cudeniek. Od tego momentu zapach mojego otoczenia już nigdy nie był ten sam... ;)

Dzisiejszy wpis do drobna swego rodzaju zapowiedź, skromne know-how, wiedza, w którą warto się uzbroić przed zakupami. Nie jest tajemnicą, że produkty Yankee Candle do tanich nie należą. Jednakże ich wydajność i najwyższa jakość absolutnie to rekompensują. Przykładowo, jeden wosk do kominka (cena w granicach 4,50 zł - 6 zł) przy zastosowaniu się do opracowanych patentów wystarczy na 32 godziny palenia i uzyskania naprawdę mocnego zapachu.

Do wyboru mamy 4 kategorie zapachów: Fresh (Świeżaki), Fruit (Owoce), Floral (Kwiaty), Food&Spice (Jadalniaki) i Festive (Okazjonalne limitki wszelkiej maści). Akurat nie trudno domyśleć się, która jest moim faworytem ;) Na naklejkach na dużych pojemnościach świec znajdują się odpowiednie wskazówki. Na malutkich tartach do kominka już nie da się tego wcisnąć ;)

Na fotkach starałam się to uchwycić. Kolejno Christmas Eve (Festive), Orchard Pear (Fruit) oraz Vanilla Cupcake (Food&Spice).

Festive

Fruit

Food&Spice

W przypadku Yankee Candle jeśli chodzi o gadżety do palenia zasadniczo możemy wybierać między świecami w szklanych opakowaniach (będą to słoje oraz tzw tumblery o różnych pojemnościach) oraz woski. Poza nimi dostępne są jeszcze mini świeczki samplery na próbę oraz parę innych pachnących fantów - takie jak aromatyzatory do samochodu.

Zanim przejdę do wosków jeszcze słowo o słojach. Trzeba na nie uważać, bo niestety są dość kapryśne. Raz zapalona świeca powinna się palić przez parę godzin, ponieważ przedwcześnie zgaszona może nam utworzyć "tunel". A obiecuję Wam, że tego nie chcecie ;) Jeśli wosk nie rozpuści się do samych brzegów słoja, to będzie się spalać nierównomiernie i część wosku może się marnować. Oto mała demonstracja, mam nadzieję, że coś widać, aparat odmawiał współpracy. Proszę Państwa, oto tunel i nie-tunel (to jest wypalenie prawidłowe) ;)

tunel

nie-tunel

Jeśli szatański tunel już się utworzył, bez obaw, sytuacja jest do uratowania. Wystarczy szczelnie owinąć słój folią aluminiową i pozostawić u góry niewielki wylot. Tak właśnie "naprawiłam" słoik z Chocolate Layer Cake z powyższej fotki. Podobno warto też zainwestować w specjalną nakładkę (Illuma Lid) - planuję się o tym przekonać ;) Trzeba też regularnie przycinać knot, tak aby nie był dłuższy niż 5mm.

Kolejną formą zapachową są urocze tarty, woski zapachowe do palenia w specjalnym kominku. Można je wrzucać do kominka po ćwiartce (pozostałą część przechowywać w szczelnie zamkniętych woreczkach strunowych, osobnych dla każdego zapachu). Na dolnym "piętrze" kominka należy umieścić małą bezzapachową świeczkę (tealight) - podpalona rozpuści nam zapachowy wosk i sprawi, że zapach błyskawicznie rozprzestrzeni się po pokoju. U mnie wygląda to tak (w kominku Cranberry Chutney):

kominek1

kominek2

kominek3

kominek4

Tarty wyglądają... słodko ;) Przewinęły się u mnie nowsze i starsze edycje. Takie opakowania nieco różnią się wizualnie. Raczej nie ma powody do obaw przy możliwości upolowania starszych (często limitowanych i niedostępnych w Polsce) zapachów. Miałam na przykład taką właśnie Chocolate Cupcake i co prawda "suchy" wosk nie pachniał prawie w ogóle, ale po zapaleniu zapach był równie intensywny jak w przypadku najświeższych okazów.

stare i nowe

Na koniec jeszcze ostatnia fotka - zdjęcie zbiorowe moich wosków, które jeszcze nie zostały rozbebeszone, a przy tym są bardziej fotogeniczne ;)

woski