poniedziałek, 07 grudnia 2009
Angelologia prawie prawdziwa

1

2

3

4

5

6

  Kochany Pamiętniczku, zdradzę Ci coś w najświętszym sekrecie. Ale musisz przysięgnąć, że nikomu nie powiesz! Gdyby ktoś się o tym dowiedział to źli ludzie chcieliby mnie zamknąć w pewnym miejscu gdzie w pokojach nie ma klamek. No dobrze, zaufam Ci - ale pamiętaj, sza!

To będzie nasza tajemnica. 

 Otóż ukrywam w szafce 8 Aniołów. Przysięgam. Teoretycznie są identyczne, ale wyraźnie różnią się wizualnie. Widać, że nie pochodzą z tego świata, bo są na podobne banały zbyt piękne. Z resztą w odniesieniu do nich określenie "piękne" jest zbyt płaskie. Dwusylabowe, bezdźwięczne i bezużyteczne. Zrozumiałbyś co mam na myśli gdybyś tylko miał okazję sam się przekonać do czego są zdolne. Ale muszę Cię uprzedzić, że to niebezpieczna zabawa i sporo się w niej ryzykuje.

 Bezpieczniej jest strzec się Aniołów.

***

W sesji wystąpiła Brigitte Bardot na okładce Trendy - art of living nr 6 (35), grudzień 2009.

piątek, 20 listopada 2009
Angel Endżi

To tak na szybko. Bo muszę ochłonąć. Podczas następnej doby (z dłuuugą nocą) nastąpi hedonistyczna kontemplacja.

 Jest rewelacyjnie. Szczerze mówiąc o wiele lepiej niż przypuszczałam. Pewien rewersik.

Angel Liqueur de Parfum, Thierry Mugler 

I druga anielska rzecz, którą się bezwstydnie chwalę. Prezent od Wyjątkowej Osoby - bardzo dziękuję :)

Angel pendant

czwartek, 01 października 2009
Aniołki

Za długo nie pisałam o mojej Gwieździe Przewodniej. Niemalże pustkę czuję ;) Tylko czekam na to aż ktoś w końcu nakryje mój lobbing na rzecz Anioła... ;)

W anielskich flakonikach zrobiło się ostatnio małe przetasowanie. Wsączyłam trzy gwiazdki i pustaki pakują się dla kolekcjonującej flaszeczki koleżanki. W przyrodzie równowaga musi być zachowana, tak więc na ich miejsce wstąpiły kolejne. Z nieba mi spadły.

 Poza aspektem praktycznym (żeby mieć po jednym flakonie w każdym mieszkaniu i torbie i nie pilnować się żeby za każdym razem go z sobą zapakować) serio i szczerze lubię te gwiazdeczkowe flakoniki.

AniołkiAniołki

środa, 23 września 2009
Taaak...

 Długie, ekstatyczne taaaaak.

All Mine...

Kiss of an Angel

 

Kiss of an Angel

 

 

 

 

 

 

Legenda dla zwiedzających

 na górze, od lewej:

- Amour le Parfum, Kenzo

- pc02, biehl.parfumkunstwerke (Pecet)

- Angel Perfuming Hair Mist, Thierry Mugler

- Garage, Comme des Garcons

- Alien Eau Luminescente, Thierry Mugler

- Kiss of an Angel Lipstick, Thierry Mugler

 

na dole od lewej:

Angel, Thierry Mugler; gwiazdka z edycji Intimate Star

- Angel, Thierry Mugler; gwiazdka z edycji Kiss of an Angel

- Angel, Thierry Mugler; gwiazdka z edycji Angel Forever

 

  Wszystko jest wspaniałe i zapierające dech w piersi, ale zestaw Kiss of an Angel to mój pupilek ;) Uzupełnialny flakon 50ml jest ciężki jak diabli, zamknięty w pancernej, srebrnej gwieździe, na rewersie której znajduje się odcisk śladu pocałunku. Sztyft dołączonej szminki utrzymano w kolorze przeszywająco zimnego fioletu i właśnie taką barwę przybiera na ustach natychmiast po nałożeniu. Jednak ma identyczną właściwość jak moje ukochane perfumy i z sekundy na sekundę ten kawałeczek lodu staje w płomieniach i elektryzuje fuksjowym kolorem. Ni to zimnym, ni to gorącym. Coś niesamowitego.

 Wyjątkowym zapachem jest dla mnie również Garaż CdG. Do własnego flakonika wzdycham już od solidnego roku a w końcu nasze ścieżki się skrzyżowały - i to w jakże dogodnym momencie! Od poniedziałku jestem oficjalną motocyklistką a w środę otrzymałam od listonosza tematyczną kropkę nad i. Te perfumy są dla motocyklowego pasjonata tym, czym kocimiętka dla kocura. Czuję w nich autentyczną, paloną gumę (a nie tą żenującą, hucznie odtrąbioną namiastkę z Black Bvlgari), spaliny i chromowane felgi. To mi robi dobrze.

piątek, 24 lipca 2009
Kupiłam sobie ulepa

  Jakoś ostatnio naszło mnie na perfumeryjne przemeblowanie. Pod aukcyjny młotek poszły zapachy, w których coś mi nie stroiło i fajne dekanty, których szkoda mi było używać. Niech dostaną to na co zasługują - czyli dozgonne uczucie nowego właściciela. Równowaga w przyrodzie jednak zawsze musi byc zachowana i puste miejsca na półce wołały o zapełnienie. Definitywnie od jakiegoś czasu poluję na nową krew. Każdy perfumoholik na pewno zna to uczucie kiedy stojące w tej samej konfiguracji od paru miesięcy flaszki jakoś przestają wystarczać. Większość lubi spory ruch w interesie i jakiekolwiek odwykania czy przysięganie sobie dożywotniej stabilizacji to utopia. Bo tylko żywe zainteresowanie, ciągłe poszukiwanie, strzały w ciemno, dobieranie komponentów metodą prób i błędów to to co wywołuje przypływ adrenaliny w perfumoholicznych żyłach.

  Mniejsza z tym.

  W każdym razie mam właśnie moment chcicy na dynamikę. Może jak ostatnia przesyłka z nowym nabytkiem doleci to cyknę zdjęcie zbiorowe - na razie jednak pokuszę się o wzmiankę na temat serii zapachów, do których Victoria's Secret Mood Yearnślinię się od ładnych parę miesięcy. To seria Humorów, amerykańskiej, sieciowej bieliźniarskiej marki Victoria's Secret - jakże odmienna od niszowców L'artisana pod tym samym szyldem.To frywolne, lolitkowe, bardzo przyjemne i bardzo słodkie zapachy. Dostępne są Sweet Craving (cukrowo-waniliowe), Succulent (jagodowo-waniliowe), Yearn (kokosowo-gardeniowe) i Ripe (figowe). Każdy flakon wyposażony jest w buduarową pompkę a ponadto dokupić można balsam, oliwkę do masażu oraz perfumowane świeczki w tej samej linii zapachowej. Cena za flakon 75ml to 45$ w firmowym internetowym butiku (www.victoriassecret.com).

 Tak więc kupiłam sobie coś kompletnie niesnobistycznego i nieniszowego, lecz jakże ... totalnego i fajnego ;) To zapakowany w jaskrawo-panterkowe pudełko zestaw miniatur, które pozwoliły mi się rozsmakować w Humorkach i zdecydowanie rozbudziły mój apetyt na więcej :) Zapach jest bardzo wyrazisty i totalnie przesłodzony. Bardzo podobny do Pink Sugar Aquoliny, ale tutaj zamiast siekących, ostrych cukrowych drobinek na skórze kładzie się cienka warstwa bitej śmietany. Poza tym są te wszystkie błyszczące lizaki, puszyste obłoki waty cukrowej, maliny w cukrze i pianki marshmallows. Przy okazji dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak cukier kandyzowany i właśnie to Sweet Craving ma w składzie. Poważnie.

 Oj taaak. Mój apetyt na słodycze (sweet craving) dzięki temu zapachowi zostaje skutecznie zaspokojony. Ale na większą pojemność i inne zapachy z serii (plus koniecznie więcej olejku do masażu!) z pewnością zapoluję.

 Nawiasem mówiąc marki bieliźniarskie mają fajne pomysły na smakowite perfumy - dowodem jest świetna seria Love Frills La Perli oraz muszelka Eclix czy opisywana właśnie przeze mnie Mood Victoria's Secret.

Victoria's Secret Mood Sweet Craving

Victoria's Secret Mood Sweet Craving

wtorek, 19 maja 2009
Kosmopolityczna miniaturka Amour Kenzo

  Nie cierpię miniatur. Są co prawda nieprzyzwoicie urocze (odzywa się we mnie słabość do cuteness - wszystko co malutkie jest śliczne ;) ), ale niepraktyczne, niewydajne i w dodatku beznadziejne w użytkowaniu. Perfumy aplikowane bez pomocy atomizera szybciej się psują i tracą swoje właściwości, bo mają kontakt z powietrzem oraz ze skórą. A jak się już takiego maluszka kupi czy dostanie to szkoda używać, bo przecież tego tak mało, zaraz się skończy i w ogóle bez sensu.

 No nie cierpię miniatur.

 Ale to nie jest po prostu miniatura. To jest coś absolutnie bezbłędnego i kiedy zobaczyłam to wariactwo w katalogu Sephory od razu zaświeciły mi się oczy. Kiedy Kola pokusiła linkiem do aukcji to nie było już ratunku ;)

 Indyjska ruska matrioszka skrywająca miniaturkę perfum inspirowanych Japonią (podpowiadam, że to Amour EDP Kenzo na wypadek gdyby ktoś jakimś cudem tego nie zauważył ;P) Kosmopolityzm pełną gębą. No popatrzcie tylko na detale! Matrioszka ma nawet bindi na czole! Ta kurzołapka (jak to bosko określiła Anuschka ;D) noszona w torbie na pewno nie pozwoli mi zapomnieć o porzuconym do października tańcu orientalnym ;)

/update/

 Kola ma rację - to japońska cepelia jak nic ;D

Indyjska matrioszka 

sobota, 28 marca 2009
Fotoblogowanie

  Następna odsłona z cyklu perfumeryjne fotoblogowanie.

  Ostatnie nabytki. Morgan de Toi Morgan - przyjemny i czysty dietetyczny cukierek. Pragnę zwrócić uwagę zwiedzających na atrakcyjny piercing znajdujący się w pępku flakonu. Ponadto zapasik obłędnych, przesmacznych wiśniowo-pistacjowych, spływających cierpkim sokiem Oblique Rewind Givenchy. I świadectwo nagięcia moich zasad polegających na tym, że nie przepadam za zakupem dekantowych próbek za grube pieniądze. Za sprawą tej niedobrej Toccaty musiałam zdobyć Dans tes Bras Frederica Malle a do towarzystwa w podróży dobrałam mu Lucifer no. 3 Damiena Bash'a. Relacje z testów zapewne niebawem.

1
piątek, 13 marca 2009
Perfumeryjny fotoblog

 Pozazdrościłam autorom fotoblogów. Dzisiaj eksperymentalnie będzie troszeczkę ekshibicjonistycznie.

 Moje ostatnie upolowane łupy. Wspólnozakupowe małe L'eau d'Hiver i Musc Ravageur, wytargowane Flowerbomb ExtremeInsolence EDT, wystraganikowane Insolence EDP i kliknięte na Allegrze Black Orchid EDP. Tak, wiem. Sama sobie zazdroszczę.

Aż mam ochotę zaśpiewać "All Mine".

All Mine

  A tutaj... Radosnego fotoblogowania ciąg dalszy. Wystarczy odrobina przenikliwości i wrażliwości artystycznej żeby poprawnie zinterpretować te fotografie.

  Zawleczka od bomby zaraz zostanie wyciągnięta a wtedy będą się dziać magiczne rzeczy.

23