niedziela, 12 września 2010
Motocykl mademoiselle zidentyfikowany ;)

Szybkie śledztwo w sprawie zidentyfikowanie obiektu, na którym przemieszcza się nasza mademoiselle wykazało, iż nie jest to jednak cafe racer. Może pokuszę się o cytat ;) "To Ducati 750 Imola. W latach siedemdziesiątych łoiło skórę japońcom jak chciało. Bez tego sprzęta nie było by takich sław jak 888,916,1098 itd. W latach siedemdziesiątych ten sprzęt był pokroju dzisiejszych wszystkich R jedynek, GeeSiKseRów itp."

A więc odniesienie do lat 70. Ma ktoś pomysł na jakąś analogię między hasłami "Chanel", "Ducati 750 Imola", "zasłonięte sutki" oraz "szyprowe perfumy dla młodych kobiet"? Co tym razem marketingowcom Chanel strzeliło do głowy?

Ducati 750 Imola

czwartek, 09 września 2010
Zajawka nowego spotu reklamowego Coco Mademoiselle Chanel

Rewitalizacja wizerunku Panny Coco została zainicjowana w 2007 roku, kiedy to kontrakt reklamowy po Kate Moss (piastującej stanowisko ambasadorki nieprzerwanie przez blisko 5 lat) przejęła inna brytyjka - Keira Knightley. Kate to Kate - seksowna balangowiczka o sarnich oczach, jednak stylizacje reklamowe utrzymywane były stale w typowej dla Chanel konwencji. Przewidującej przemycenie elegancji, klasy i wysmakowania. Niby spory kawałek nagiego uda, golizna od pasa w górę, wydęte usta i wyzywające spojrzenie Kate, ale zawsze w połączeniu z białym kanapowym obiciem, sznurem pereł i kameliami na kapeluszu. Potem pojawiła się Keira, owinięta tylko kawałkiem materiału i sutkami symbolicznie tylko zasłoniętymi szelką od spodni, bądź para-męskim nakryciem głowy.

Kate MossKate Moss

Keira

To postawienie na erotykę okazało się jednak wystarczyć na stosunkowo niedługo. W końcu ucichły spekulacje o tym, że biust zagłodzonej Keiry został tu komputerowo powiększony na potrzeby komercyjne oraz że photoshopowa pomoc, polegająca na zarzuceniu na ramiona fotografowanej gwiazdy białej koszuli, poczyniona na użytek publikacji reklamy w purytańskiej Ameryce, okazała się nieoceniona. Należy teraz wymyśleć coś nowego.  Zdecydowano się na element zaskoczenia i tym razem Keirę zapięto pod szyję i ubrano w kombinezon. Motocyklowy, z mięciutkiej skórki, w najmodniejszym w tym sezonie kolorze bladego camelu (tak, tak, moi drodzy, zapomnijmy o czasach kiedy odcień ten nosił swojską nazwę beżu). Co więcej, aktorka w spocie reklamowym okazuje się naprawdę dosiadać dwóch kółek. Sequel reklamówki z 2007 roku wyreżyserował Joe Wright a chanelowski gang motocyklowy przedefilował po Place de la Concorde w Paryżu. Do bólu subiektywnie napisać muszę, że za grosz mnie to nie przekonuje - poczynając od faktu, że motocykl prowadzony przez główną bohaterkę spotu to na moje oko, kierowcy ścigacza, replika klasycznego cafe racer'a, które to stanowią artefakt estetyki oldschoolu, retro i rockabilly, a kończąc na tym, że po prostu nie lubię płaskiej gry aktorskiej oraz wizualności pani K.K, która to w moim odczuciu nie nadaje się nawet do trzydziestosekundowej reklamówki. Efekt końcowy ocenić będzie można niedługo.

Chanel 1

Chanel 2

Chanel 3

Chanel 4

Nie traćmy jednak z oczu najważniejszego! Tego mianowicie, że Coco Mademoiselle to naprawdę dobre pachnidło. Co prawda jeszcze nie dorobiłam się flakonika i niestety nie stoi on na mojej hedonistycznej półce, a Panna Coco minimalnie przegrała na rzecz Panny Dior Cherie EDP w pojedynku o to która z nich będzie moją damą do towarzystwa i stylizacyjną kropką nad i w sezonie ubiegłej wiosny. Ale jeszcze nic nie stracone. Poważnie rozważam czy może już dorosłam do szyprów, róż i jaśminu.

środa, 27 stycznia 2010
Lubimy zakupy

Lubimy.

demetery

 

 A istoty, które mają więcej oleju w głowie, preferują inne zabawy.

Kejsi

Kejsi

 

Na wypadek gdybyście kiedykolwiek w przyszłości planowali kupować coś ze strony demeterfragrance.com, to powiem Wam jedną rzecz. Nie róbcie tego. Zgarniają tam do pracy wszystkich tych Amerykanów, którym nie udało się ukończyć podstawówki wraz z nabyciem umiejętności czytania i rachowania. To jednak trochę wkurzające dla klienta.

sobota, 12 września 2009
A w Aniołku w dalszym ciągu jest kumaryna

  Od jakichś dwóch miesięcy tkwię w stanie biochemicznego bakcyla. Właściwie nie powinnam się tym nazbyt głośno chwalić, ponieważ posiadana przeze mnie wiedza ogranicza się praktycznie do niewielu więcej poza świadomością, że moja skóra reaguje zapychaniem porów na wszystko z gliceryną i sylikonem a włosy nienawidzą być potraktowane kosmetykiem z alkoholem na pierwszym miejscu w składzie. Jednakowoż, jeśli tylko mam taką możliwość, zawsze przed zakupem mazidła analizuję cóż to za chemikalia znajdują się w słoiczku.

 Z okazji mojego święta postanowiłam się uszczęśliwić niedużym uzupełnieniem zapasów Angela. No bo do czegoż to podobne żeby posiadać tylko dwa flakoniki :> ? Tym bardziej że nadchodzi sezon jesień/zima a więc ulubiony sezon na rozwinięcie skrzydeł przez zawartość błękitnej gwiazdki. Szczęście chciało, że dokładnie w dniu moich imienin do mych drzwi zapukały trzy Anioły na raz. W euforii porównywalnej z niewieloma innymi doznaniami, dobrałam się do moich maleństw a kiedy już trochę ochłonęłam, instynktownie rzuciłam okiem na listę składu na pierwszym kartoniku. A potem na następnym. I następnym. Blednąc przy tym coraz bardziej - a w moim stanie to dość niebezpieczne, bo już sama z siebie jestem blada jak ściana a pogłębienie tego stanu nie wróży nic dobrego.

kumaryna w Angel 1

kumaryna w Angel 2

kumaryna w Angel 3

Kiedy w październiku 2007 roku National Toxic Encephalopathy Foundation przesłało do władz USA oficjalną petycję w sprawie uznania pefum Angel Thierry'ego Muglera wraz z produktami z linii uzupełniającej za środek zawierający narkotyk, a tym samym wstrzymanie jego produkcję i dystrybucję na terenie USA, wszystkie angeloholiczki wstrzymały oddech. Koncern Clarins (zajmujący się produkcją Anioła) dodaje do tych perfum między innymi kumarynę, co do toksycznej właściwości której trwały żywe dyskusje. Powoływano się na wyniki eksperymentu z 1967 roku kiedy to psy, którym podawano codziennie kumarynę w dużych ilościach zdychały po 9-16 dniach a u tych, które przeżyły zdiagnozowano żółtaczkę oraz znaczne uszkodzenia wątroby. Myślałam, że po takich kontrowersjach Clarins odpuści dla świętego spokoju i da na wstrzymanie z tą kumaryną.

kumaryna

 Nawet szybkie wygooglowanie przynosi takie rewelacje jak:

"Kumaryna ma działanie uspokajające, rozkurczowe i przeciwobrzękowe, ale w lecznictwie nie stosuje się jej, bo jest zbyt toksyczna. Wywołuje marskość wątroby, a przypuszczalnie nawet raka tego narządu. Służy więc ona, w małych ilościach, jedynie jako środek zapachowy w przemyśle mydlarskim, perfumeryjnym i spirytusowym." - mpancz.webpark.pl/biochsiano.php

"Eksperci radzą, by ze względu na zawartość kumaryny cynamon jeść nie częściej niż jedną porcję raz w tygodniu." - zdrowie.eurocity.pl/index.php?v=art&tekst=1278

"Zastosowanie w przemysłach: perfumeryjnym, mydlarskim, tytoniowym, spirytusowym. Kumaryna powoduje marskość wątroby u zwierząt laboratoryjnych i dlatego została ona niemal całkowicie wycofana z produktów spożywczych w Europie i USA. Dawniej kumaryna była masowo stosowna w wielu kompozycjach zapachowych." - pl.wikipedia.org/wiki/Kumaryna

AngelDawniej? Jakie "dawniej" do ciężkiej cholery? Przecież widzę ją na własne oczy pływającą w moim ukochanym zapachu! I to na stosunkowo wysokim miejscu w składzie.

 Dalej już jednak Google uspokaja:

"W mediach czasami przedstawia się kumarynę jako substancję, której zażywanie w większych niż dopuszczalne normami ponadpaństwowymi dawkach prowadzi (czy też może prowadzić) do uszkodzeń organów wewnętrznych, w szczególności wątroby i nerek. Nie jest to jednak w żaden sposób dowiedzione naukowo. W badaniach na szczurach wykryto co prawda szkodliwy wpływ kumaryny na wspomniane organy, ale u wielu innych gatunków ssaków zjawisko to już nie wystąpiło. Nie stanowi to wyjątku – np. sacharyna jest rakotwórcza dla szczurów, ale nie dla naczelnych, w tym ludzi. Wstępne badania in vitro wskazują, że kumaryna również nie jest toksyczna dla ludzi. Wynika to zwłaszcza z faktu, że metabolizowana jest w organizmie ludzkim do innego związku niż u szczurów. Metabolizm ma miejsce głównie w wątrobie, za pośrednictwem enzymu CYP2A6." - pl.wikipedia.org/wiki/Kumaryna

 Prawdopodobieństwo tego żeby Anioł był dla organizmu ludzkiego Aniołem Śmierci jest znikome. W końcu gdyby był on tak niebezpieczny to już dawno dobranoby mu się do skóry. Każdy kosmetyk (tym bardziej taki cieszący się galopującą popularnością od kilkunastu lat) jest skrupulatnie kontrolowany przez zastępy pracowników laboratoryjnych.

Ech, wiem tylko jedno. Nawet gdyby nagle okazało się, że kumaryna ma właściwości cyjanku i tak nie przestałabym używać mojego siganture scent...

Tagi: Angel
15:43, daigee , Ekonomia
Link Komentarze (5) »
czwartek, 16 lipca 2009
Ostrzegam przed beautyforyou.de !

Perfumeryjne wspólnozakupowanie to przyjemna zabawa z jeszcze przyjemniejszym finiszem. Grupowe ekscytowanie się, mobilizacja, przyjemna atmosfera, oszczędność pieniędzy i ostatecznie kolektywna radocha. Taki jest plan i jednocześnie najczęstszy scenariusz. Ale co jeśli organizatorka zakupów natrafi na wyjątkowo niesolidną firmę? Czy jesteście w stanie sobie wyobrazić jak wszystko się komplikuje i opóźnia kiedy klientem nie jest jeden odbiorca ale 10 czy 20?! Trochę o perfumeryjnym wspólnozakupowaniu napisałam tutaj.

Obiektywnie rzecz biorąc jestem szczęściarą jeśli chodzi o zagraniczne zakupy. Nigdy nie płaciłam cła, zawsze wszystko docierało zarówno do mnie jak i reszty odbiorczyń. Jeden raz Luckyscent przetrzymał dłużej moje zamówienie, ale w ramach rekompensaty przesłał z 20 gratisowych próbek. Ale ostatnie zakupy po prostu biją rekordy niedorzeczności i w związku z tym chciałam przestrzec przed tym sklepem innych perfumoholików - bo podejrzewam, że przy zachowaniu dotychczasowej polityki nieszczęśników bankowo będzie więcej.

Chodzi o http://www.beautyforyou.de/german/ - internetowy sklep kosmetyczny zza naszej zachodniej granicy. Mieli w ofercie interesujące nas perfumy marki Tokyo Milk Parfumerie Curiousite a dodatkowo skusiła nas darmowa przesyłka i gwarancja braku cła. Skompletowałyśmy kasę i ruszamy. Na kłopoty nie czekałyśmy długo. Okazało się, że po kliknięciu zamówienia i dokonaniu przelewu PayPalem nagle ze sklepu wyparował zamówiony przez nas flakon. Konsternacja, wkurzenie, akrobatyczne gimnastykowanie umysłu żeby zmodyfikować zamówienie i pozwracać dziewczynom pieniądze. Przeliczenie mililitrów z euro na złotówki, z przewalutowania na kurs Narodowego Banku Polskiego, koszty manipulacyjne minus przelewowe razy pi kwadrat pod pierwiastkiem do trzeciego stopnia dzielone na trzy. Zmobilizowałyśmy się i policzyłyśmy. Oddano nam pieniądze - a jakże. Tylko że zamiast 30 euro za flakon wręczono nam 28,63 - bo przecież koniecznie trzeba naliczyć koszty manipulacyjne i obciążyć nimi klienta frajera. Przecież miał pecha - cóż my biedni możemy poradzić.

Czekamy jednak na paczkę przebierając nogami - entuzjazm trochę opadł, ale perfumoholik to twarda bestia, której radość z poczynionego łupu trudno zgasić. Kurier jednak puka do mych drzwi trzymając w jednej ręce paczkę z Niemiec a w drugiej druczek reklamacyjny i długopis. To pudło z rozpieprzoną zawartością i płynem wylewającym się tak, że aż przecieka na wylot przez karton. Posłaniec informuje, że dostarczą pakę wraz z dokumentami z powrotem do nadawcy. Przeklinamy cholerne Beauty i skreślamy kolejne dni w kalendarzu w oczekiwaniu na poprawkę - zastanawiając się co będzie jeśli potłukli nam flakony, które były ostatnie na magazynie. Piszą, że przepraszają - podobno potłukły się dwa. Mijają dwa tygodnie i kurier wręcza mi pakę - elegancko udając że nie słyszy mojego świergotu, że "jupiiii, tym razem nie potłuczone". Podpisuję, wbiegam do pokoju, rozbebeszam pakę i uśmiech zamiera mi na twarzy. Znowu potłuczony flakon! Ktoś miał wyjątkowo rubaszne poczucie humoru pakując siedem szklanych flakonów wraz z próbkami i nie zużywając do tego ani jednego złamanego centymetra kwadratowego folii bąbelkowej czy okruszka styropianu! Wszystko owinięte na odpieprz w bibułkę. Przecież to się nie mieści w głowie. Nie jestem w stanie uwierzyć, że to firma która na codzień zajmuje się internetowym handlem perfumami.

1

Tak wyglądała zawartość paczki i tak postanowiono ją zabezpieczyć. Delikatną folią ... i dwoma niebieskimi piórkami.

2

A to pozostało z kupionego za 30 euro flakonu perfum Cherry Bomb.

Zdjęciami obrazującymi jak prezentowała się nasza paczka za pierwszym razem niestety nie dysponuję. A było jeszcze gorzej.

I znowu będziemy do nich pisać a pracownicy Beauty For You będą mieli trzecie podejście do wysłania flakonu.

Dlatego ostrzegam i serdecznie odradzam zakupy w tym sklepie. Chyba że ktoś ma ochotę na ryzyko straty czasu, pieniędzy i nerwów.

thumb down

Jak już wspomniałam podobne niedorzeczności nie zdarzają się często. W końcu większość ludzi w wieku przedszkolnym ma wystarczająco dużo wyobraźni żeby zwizualizować sobie co stanie się jeśli zapakuje się w karton szkło wypełnione alkoholem i należycie się tego nie zabezpieczy przed wysłaniem do miasta oddalonego o tysiące czy miliony kilometrów. Ale przez to podobne wpadki tym bardziej frustrują.

/Update/

Firma donosi, że ostatni flakon zostanie wysłany raz jeszcze. Do trzech razy sztuka?

Podobno kiedy wysyłają paczki do innych krajów takie sytuacje nie mają miejsca a winę ponosi nasza rodzima firma kurierska. Dla mnie to kompletny brak wyobraźni i przerzucanie się odpowiedzialnością za własne błędy. Oczywiście miłym gestem było dorzucenie do paczki gratisowych próbek, niemniej nieuniknionym jest zmienienie polityki pakowania. Firma kosmetyczna trudniąca się handlem zagranicznym powinna być tego świadoma.

niedziela, 14 czerwca 2009
Przykład marketingu zapachowego

Dużo się o tym marketingu zapachowym mówi - bo to od niedawna modny i nowatorski temat. Ciekawa sprawa. Ostatnio przeszukując sieć pod kątem informacji na ten temat natrafiłam na coś fajnego. Może widzieliście a może nie - lubię się dzielić ;D

Przy publikacji prasowej tych zdjęć posłużono się techniką barwienia aromatyzowanym atramentem. Przedmiotem reklamy jest odświeżacz powietrza.

Hasło: "Zaufaj nam, powąchaj to!"

Agencja: Fala!
Dyrektor kreatywny: Augusto Moya

Dyrektor artystyczny: Deny Zatariano
Copywriter: Frederico Cruz
Fotograf: Egon Jais, Studio 46

1

2

3

Odważylibyście się sprawdzić jak pachnie taka strona w magazynie ;) ?

środa, 04 marca 2009
Pachnące wspólne zakupy w sieci

Kiedy pod koniec lat 60. XX wieku pączkowały pierwsze zalążki sieci internetowej tak naprawdę nikt chyba nie przypuszczał do jak ogromnej rewolucji technologiczno-społecznej właśnie przykłada się rękę. Dziś - raptem 40 lat później - medium to niewyobrażalnie wyewoluuowało. Nie będę zagłębiać się w inne aspekty tego faktu niż te ściśle związane z tematyką bloga, ale i to stanowiłoby materiał do opisywania przez najbliższy kwartał. Powstawanie hobbystycznych społeczności internetowych to coś bardzo powszechnego - i na całe szczęście perfumoholicy również mają kilka swoich kątów gdzie można podyskutować i oddać się kolektywnemu pasjonowaniu. Wzajemnie się nakręcać, inspirować, informować, zazdrościć, wymieniać, recenzować i oddawać się dzięsiątkom innych czynności dzięki którym ta pasja dzielona z innymi staje się o niebo bardziej pasjonująca.

Zakupy Mam czasami takie momenty, że dopiero kiedy staram się spojrzeć z punktu widzenia osoby postronnej na to co wyczyniamy (my, perfumeryjni hobbyści) dochodzę do wniosku, że z boku wygląda to conajmniej ... egzotycznie czy niewiarygodnie. Przestałam już zwracać uwagę na siostrę, która ze śmiechem i wyjątkowo malowniczym wywróceniem oczu komentuje, że znowu przysłali mi jakieś wypełnione pojemniki na mocz (czytaj: jest świadkiem rytuału wymiany próbkowej) albo mamę, która do ubiegłego lata pytała "po co mi tyle tego na miłość boską?!" ("tego" czytaj perfum). Od niedawna - co mnie bardzo cieszy - przyzwyczaiła się do tego, że jestem nienormalna ;P Jednak najbardziej zastanawiającym przykładem jest według mnie dokonywanie wspólnych zakupów przez internet. W wielkim skrócie ogranicza się to do tego, że parę, kilka bądź kilkanaście osób wpłaca odpowiednią kwotę pieniędzy kierownikowi perfumeryjnej wycieczki a on zbiera wszystkie zamówienia i pieniądze po czym klika odpowiednie opcje w sklepie internetowym i kiedy towar do niego dotrze rozsyła Pocztą Polską przesyłki do odbiorców. Cała procedura rozgrywa się między osobami, które w doskonałej większości nigdy się nie spotkały, nie widziały na oczy i najprawdopodobniej nigdy tego nie zrobią. Bez mrugnięcia okiem powierza się trzycyfrowe kwoty pieniędzy, dokładny adres zamieszkania i numer konta bankowego kompletnie obcej osobie.

Zaufanie posunięte do ekstremum.Online Shopping

Czy fakt, że łączy nas wspólna pasja autentycznie w naszych oczach legitymizuje każdego członka grupy jako prawego, godnego absolutnego zaufania człowieka? Dlaczego decydujemy się na taki odważny krok? Odpowiedź na pierwsze pytanie oczywiście brzmi nie. Sama nie zdecydowałam się na zakupy, w których rolę kierownika wycieczki miała w pierwszym przypadku przejąć wyjątkowa intrygantka a w drugim oburzający ignorant. Obydwóch najnormalniej w świecie nie darzę sympatią i nie ufam więc nawet tak szczytny cel jakim był zakup wymarzonej flaszki w atrakcyjnej cenie nie spowodował abym schowała do kieszeni zasady, którymi kieruję się w życiu realnym. A dlaczego w ogóle decydujemy się na wspólne zakupy perfum w sieci? Oczywiście przede wszystkim dlatego, że jest to korzystne pod względem finansowym. 40 dolarów, (demeterfragrance.com), 20 dolarów (luckyscent.com) czy 20 euro (editionsdeparfums.com) kosztów przesyłki dzieli się sprawiedliwie między wszystkich kupujących a w przypadku rozdrabniania dużego flakonu na mililitrowe odlewki cena jest dużo korzystniejsza i można skusić się na niedużą pojemność zapachu za symboliczną cenę.

Osobną kategorią jest zakup perfum przez znanego nam tylko z sieci pośrednika. Będąc na forum nawiązuje się kontakty z ludźmi z całej Polski i okolic. W notesie z adresami mam spokojnie około setki kontaktów (zapisek wygląda następująco - forumowy nick + adres) a w komórce mam wklepane około 15 numerów telefonów poznanych perfumeryjnych pasjonatów, którzy są mi najbliżsi (nick forumowy + imię + miasto). Jeśli nagle zachce mi się zapachu Mac'a dostępnego tylko w warszawskich Złotych Tarasach to wiem, że mam co najmniej 3 dobre, pachnące koleżanki, które pomogą w zakupach. Jeśli chcę perfumy Tobacco Vanille z serii Private Blend Toma Forda dostępnego tylko w londyńskim butiku marki albo Organzę Indecence z paryskiej Sephory to wystarczy machnąć maila do sprawdzonej dobrej duszy. Nie raz ćwiczyłyśmy podobne manewry w obie strony :) Nie piszę tego celem tanich przechwałek - uważam po prostu, że to o tyle ciekawe zjawisko, że warto je pokrótce opisać. Z tymi osobami też w większości przypadków nie spotkałam się osobiście, ale czuję jakbyśmy się znały od podstawówki. Nasze pozaforumowe kontakty nie ograniczają się tylko i wyłącznie do spraw perfumeryjnych (kochana Norweżka wydziergała mi na drutach etolę foksa, Krakowiankę i Szwedkę nazywam moimi starszymi siostrami, u Warszawianek zasięgam porad dotyczących mojej pracy licencjackiej a z dziewczynami z Trójmiasta widzimy się parę razy do roku na sabatach pachnących czarownic).

W perfumeryjnych hobbystycznych kołach spotyka Cię dobro, a Ty starasz się odwdzięczyć i to perpetuum mobile dobrej karmy sprawia, że masz ochotę tam wracać i przebywać z tymi ludźmi. Ale to już temat na inną dyskusję...

Miałam malutki dylemat czy notkę tę skategoryzować jako "społecznie" czy "perfumoholizm". Głupi blox pozwala na wybranie tylko jednej opcji, ale oczywistym jest, że w tym przypadku między oboma tymi pojęciami występuje prosty pomost. Internetowa grupa hobbystyczna oddająca się zbiorowemu perfumoholizmowi.

A na koniec notki prawdziwy smaczek. Osobiście należę do grupy, która nie wstydzi się przyznawania do czerpania rozkosznej przyjemności z podglądactwa czyjegoś pachnącego przychówku. Forumowe wątki z fotkami kolekcyjnymi łykam garściami. Tak więc postanowiłam wrzucić kilka empirycznych dowodów na nasze szaleństwo. Wygrzebałam kilka cykniętych przeze mnie zdjęć przedstawiających wspólne zakupy, których byłam kierowniczką. Pierwsza partia to demetery (Demeter Fragrance Library) a druga to Frederiki (Frederic Malle Editions de Parfum). Baaardzo żałuję, że nie uwieczniłam 10 flakonów perfum Brown Sephory, które kupowałam dla internetowych koleżanek jakiś miesiąc temu ;) Żałuję też, że nie uwieczniłam na kliszy fotograficznej min pań seforzanek kiedy na dwie tury sprzedały mi w sumie cały asortyment tych perfum dostępnych w całym Trójmieście.

Czy to nie obrazuje w jakimś stopniu skali przedsięwzięcia i poziomu szaleństwa ;P ?

Demeter1
Demeter2
Frederiki
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Tanie perfumy są dobre, bo są dobre i tanie ...

 

...  o ile wie się gdzie kupować ;)

Gwen Luxurius

Gwen Stefani - kadr z klipu Luxurious

Utarło się w ludzkim przekonaniu, że perfumy są dobrem luksusowym. Utarło się też. że dobra luksusowe słono kosztują. O ile na etapie pierwszego zdania jestem w stanie potakująco pokiwać głową, to z kolejnym zdaniem już nie do końca się zgadzam. Blog jest o perfumach więc sekrety dotyczącego tego jak za darmo obejrzeć premierowy spektakl teatralny, kupić rajstopy Donny Karan za 6 złotych czy ręcznie zdobione australijskie kozaki z limitowanej serii za 1/3 sklepowej ceny i generalnie rzecz biorąc wyglądać jak milion dolarów, chociaż w portfelu złośliwie uśmiechają się niedobitki pieniędzy a miesięcznie zarabia się trzycyfrową kwotę, zachowam dla siebie ;) Uśmiechnę się tylko tajemniczo i stwierdzę, że da się ;)

Pomysł na dzisiejszą notkę zainspirowany został moimi ostatnimi perfumeryjnymi zakupami, które cieszą nos i duszę a ich cena - delikatnie mówiąc - nie zabija. Mam dwa ulubione miejsca gdzie lubię buszować i mam tam pewność, że już papierek z portretem Kazmierza Wielkiego wystarczy, aby w tym przybytku kupić coś pięknie perfumeryjnego i naprawdę wysokiej jakości.

Pierwsze miejsce to perfumeria Sephora. W swoim asortymencie ma ona firmową serię, w której  znajdziemy smakowite zapachy w formie uroczych, dziesięciomililitrowych perfumetek aż proszących się żeby wrzucić je do torebki i w najnudniejszym momencie dnia zaaplikować sobie na szyję i Sephoranadgarstki słodki deser. Moi faworyci to Chocolate Toffee (zapach pralinkowego nadzienia) i Vanille Creme Brulee (mleko w proszku, karmelki i waniliowy krem). Przyjemność z obcowania z wielorazowym deserem, który można z powodzeniem nosić w torebce to około 17 złotych. Inne godne polecenia perfumy tanie jak barszcz to wycofywane właśnie zapachy wchodzące w skład waniliowej serii. Tutaj polecam trzy zapachy - Insoumise? Vanille Caramel (nieco delikatniejszy, niesłony klon L Lolity Lempickiej), Mysterieuse? Vanille Patchouli (wanilia z rodzynkami w czekoladzie, słodkawy, pikantny cynamonu i paczula o obliczu identycznym jak w Neonaturze Cocon Yves Rocher i Prady Intense Prady) i Insouciante? Vanille Mangue (słodki owoc mango wynurzany w waniliowym budyniu). Regularna cena to jakieś 79 złotych, ale aktualnie końcówki tego asortymentu stoją na przecenionych półkach i nęcą ceną ... 40 albo 56 złotych - w zalezności od zapachu. A to aż 100 mililitrów. No i absolutny rekord - czyli coś co namierzyłam dzisiaj i co sprawiło, że dostałam szaleju ;) Mój ulubiony zapach Sephory tj Brown - orzechowa miazga, wanilia, kandyzowana skórka pomarańczy... Bardzo przytulny i ciepły zapach. Po prostu uwielbiam z nim zasypiać i chociaż nie praktykuję chomikanctwa to tego zapachu zrobiłam sobie skromny zapasik ze strachu, że kiedyś po prostu stracę szansę żeby nim pachnieć. To perfumy teoretycznie wycofane już ładnych kilka miesięcy temu a dzisiaj spory ich zastęp uśmiechał się do mnie z przecenionej półeczki. Cena ? Przecena z 60 na 31 złotych za 50ml. Kocham wyprzedaże nieomijające perfumeryjnych półek.

A drugie miejsce? To oczywiście serwis internetowy Allegro. To prawdziwy lumpeks, w którym jeśli Allegrowiesz jak szukać to na pewno nie wyjdziesz z pustymi rękami i bez uśmiechu na ustach. Ceny nowych perfum to na ogół 50 czy nawet 30% perfumeryjnej ceny. Zafoliowane 50ml Dior Addict EDP jeszcze z douglasowską metką z ceną 284 złote za 145 złotych? 50 ml Smiley EDP z kilkupsikowym ubytkiem za 55 złotych? 3/4 Innocent w formie 15-mililitrowej czarodziejskiej różdżki za 45 złotych? 30ml nowiutkiej Theoremy za 45 złotych? Zestaw 15ml Angel'a z 30ml kremu i balsamu za 90zł? Nie ma problemu. To wszystko upolowałam stosunkowo niedawno - część dzięki regularnie podrzucanym kuszącym linkom przez moją ulubionej Poszukiwaczkę Perełek - Bluegirl ;) Ale tu potrzeba wprawnego oka znawcy, który nie pozwoli wchrzanić się na minę jaką jest podróba czy nieświeży produkt. Lata praktyki lub życzliwa koleżanka perfumoholiczka / kolega perfumoholik i można spokojnie ruszać na łowy. Po paru miesiącach nawet zna się na pamięć allegrowe nicki Wizażanek ;)