niedziela, 09 sierpnia 2009
Duch w butelce

Thierry'emu Wasserowi (...) zapach Cuir de Russe Chanel zawsze kojarzy się z ojcem. Pewnego ranka siedziałam w biurze Wassera wysoko nad miejskim zgiełkiem Madison Avenue, a on zanurzał bibułki w różnych fiolkach. Pokazywał mi kilka kompozycji, nad którymi pracuje, gdy nagle rozmowa zmieniła bieg i Cuir de RussieThierry zaczął opowiadać o sile zapachu mogącej otworzyć czyjeś serce.

 - Mój ojciec zawsze prowadził samochód w rękawiczkach - powiedział Wasser, odsuwając na bok fiolkii bawiąc się stojącą przed nim buteleczką wody kolońskiej. - Rozpylał na siebie wodę, naciągał rękawiczki i odjeżdżał samochodem. Odszedł gdy miałem trzy lata. Zmarł gdy miałem piętnaście. Zjechał na pobocze drogi w południowej Francji i opadł na kierownicę. Zawał. Gdy miałem osiemnaście lat, nauczyłem się prowadzić. Wyjąłem jego rękawiczki, a gdy je założyłem, ciepło moich rąk uwolniło zapach wody kolońskiej.

 Wasser i ja patrzyliśmy na siebie w ciszy. Potem zanurzył bibułkę w buteleczce Cuir de Russie, stojącej na biurku, i pomachał mi nią przed nosem.

- Duch w butelce - powiedział.

źródło: Cathy Newman. Perfumy. Podróż w świat zapachów. Wydawnictwo G + J RBA. Warszawa. 2000. str. 34-35

poniedziałek, 03 sierpnia 2009
Tworzenie perfum na zamówienie. Czyli jaki jest Thierry Wasser

 Książka "Perfumy. Podróż w świat zapachów" wydawnictwa National Geographic to ilustrowana pięknymi zdjęciami opowieść o wielu aspektach perfumiarstwa. Pomimo faktu, że od daty wydania minęło 11 lat to nie uległa zdeaktualizowaniu i wciąga jak Baśń z Tysiąca i Jednej Nocy ;) Pierwszy rozdział zatytułowany jest "Perfumy dla Cathy" i zawiera historię o tym, jak przebiega proces tworzenia perfum na indywidualne zamówienie. Autorka korzysta z usług nowojorskiej firmy Firmenich i opisuje kolejne kroki podejmowane przez nią oraz perfumeryjnych rzemieślników. Jednym z nosów, z którymi współpracowała był Thierry Wasser - aktualny główny perfumiarz Guerlaina i autor jednego z najpiękniejszych zapachów jakie kiedykolwiek powstały - Addict na zlecenie Diora. Dla Guerlaina stworzył na razie tylko ekskluzywne, butikowe kompozycje - niedostępne dla szerszego grona odbiorców.

 Skróty odredaktorskie (to jest moje ;) ) kreślą portret pasjonata, który tworzy sercem i duszą a przez otoczenie odbierany jest jako klasyczny, szalony, egocentryczny artysta.

***

Gdy byłam w Firmenichu odebrać próbki, Thierry Wasser – wysoki, młody, urodzony w Szwajcarii twórca – wyjaśniał mi koncepcję swoich perfum, podkreślając że nienawidzi kwiatów.

- W tych nie będziesz spacerować po tropikalnym lesie – oznajmił wbijając we mnie wzrok. Nazwał swój zapach Metaphor. Oczywiście takiej nazwie nie mogę się oprzeć. Metafory to chleb powszedni pisarza. – To kompozycja typu jin-jang. – Sięgnął przez biurko, by rozpylić trochę na mój przegub. – Ma dwa etapy: świadomy – pomarańcza, mięta i frezja, oraz nieświadomy – herbata lapsang, mech dębowy i tytoń.

  Cokolwiek w tym jest, działa kojąco. Gdy Thierry mówił o psychologicznych psychologicznych emocjonalnych odcieniach więzi między kreatorem i klientem, moje myśli rozbiegły się i zapadłam w sen na jawie.

 - Dla klienta jestem kimś w rodzaju psychoterapeuty – powiedział.

  Po całym dniu noszenia Metaphor piszę w moim perfumeryjnym dzienniku: Na zmianę egzotyczne i hipnotyczne. Jak spacer po bazarze w Kairze. Marzycielskie. To zapach, w którym chcę pisać. Nie perfumy, które przyciągałyby uwagę noszącego. Coś innego. Jak gdyby twórca starał się mnie zrozumieć w jakiś głęboki, przenikliwy sposób. Byłyby denerwujące gdyby nie były takie uwodzicielskie. Wiem, że nienawidzi kwiatów, ale co by było, gdyby dodać zaledwie cień czegoś kwietnego. Może herbaty jaśminowej?

(…)

  Powiedziałam Thierry’emu Wasserowi, że Mataphor jest niezo zbyt wytrawne, że przydałaby się lekka nuta kwiatowa. W odpowiedzi wlał do Mod 1 za dużo mimozy. Ku mojemu przerażeniu zapach zmienił się całkowicie. Subtelność ustąpiła miejsca sacharydowej słodyczy.

 - Zniszczył je – lamentuję do Cathleen Montrose. – Wspominam coś o herbacie jaśminowej, a on zadziera nosa, biegnie do perfumeryjnego odpowiednika kwiaciarni i mówi: „Chcesz kwiatów, to masz kwiaty”. Sabotaż.

(…)

 Mój niepokój, czy nie jestem zbyt wymagająca, perfmiarze zbywają, twierdząc że łatwa ze mnie klientka. Thierry Wasser wspomina, jak dla pewnego klienta zrobił aż tysiąc modyfikacji. Czasami po opracowaniu setek próbek perfumiarz wraca do punktu wyjścia, bo klient stwierdza, że najlepsza była jednak pierwsza propozycja. Jeśli nawet perfumiarz po kryjomu zgrzyta zębami, klient nigdy się tego nie dowie. Zadaniem kreatora bowiem jest go zadowolić.

Thierry WasserGuerlain

 (...)

 - Inni artyści twierdzą, że komponują, gdy są nieszczęśliwi, ale ja muszę być szczęśliwa, by coś stworzyć – mówi Annie (Buzantian – przyp. daigee).

W przypadku Thierry’ego Wassera jest chyba inaczej. Thierry jest mroczny, zmienny, skomplikowany. Nigdy nie wiem który Thierry mnie powita. Czy będzie to poważny, formalny Thierry w garniturze i pod krawatem? Czy Thierry kapryśny, w bermudach i czerwonej muszce? Czasami wydaje się tak ulotny, jak niektóre ze składników, które miesza. Gdy dzielę się moimi spostrzeżeniami z Cathleen Montrose, śmieje się.

 - Thierry lubi eksperymentować – mówi.

(…)

Tego dnia, gdy pojawiam się by ocenić drugą rundę modyfikacji, Thierry jest formalny. Nosi garnitur i krawat. Pokazuje mi Mod 2. Nadmiar mimozy zniknął a Metaphor powróciło do poprzedniej formuły: pomarańcza, mięta, mech dębowy, herbata, tytoń i odrobina frezji.

 - Ok., zdarza się że przesadzam – przyznaje gdy wytykam mu przedawkowanie mimozy. Odwraca się do komputera, wpisuje kilka poleceń i zaraz na ekranie miga formuła Metaphor. – Spójrz jaka jest krótka – mówi, pozwalając mi zerknąć. – Trzydzieści trzy składniki. Bardzo miła liczba. – Wygląda na zadowolonego.

(…)

Thierry zapewnia mnie, że można być równie nieszczęśliwym zwycięzcą jak przegranym. Poza tym – wyjaśnia – odrzucone propozycje nigdy się nie marnują. Po prostu przepracowywuję je do innego projektu.

- Powąchaj tę wodę – mówi. Zanurza bibułkę w fiolce i podaj mi przez biurko. Otacza mnie ostra, miętowa świeżość. Było to, objaśnia Thierry, propozycja w staraniach o zlecenie od pewnego ważnego klienta. – Gdy ta firma odrzuciła moje dzieło, byłem zły. No cóż, wykorzystam to kiedy indziej. To wielka inwestycja. Nie myślisz chyba że wyrzucę to do kosza?

- Więc gdy przegrywasz – pytam – czy mówisz sobie „to tylko perfumy”?

 Marszczy brwi.

- Tylko perfumy. Tylko perfumy. W tej butelce są moje nadzieje, moje życie, ja sam. To dlatego siedzimy tu od siódmej rano do siódmej wieczorem. Tylko perfumy! Gdy przegrywasz, nadzieja umiera. A gdy otwierasz buteleczkę, jakaś cząstka nas samych ulatuje w powietrze.

 

źródło: Cathy Newman. Perfumy. Podróż w świat zapachów. Wydawnictwo G + J RBA. Warszawa. 2000. str. 7-19

środa, 18 marca 2009
Maurice Roucel

   Jakiś czas temu planowałam napisać obszerny wstępniaczek o moim ulubionym nosie - Maurice'ie Roucelu. Skusić się o noty biograficzne, dokonać procesu skatalogowania listy zapachów jego autorstwa a na koniec trochę się pozwierzać dlaczego1 tak bardzo go lubię. Ale oczywiście okazuje się, że w sieci są miejsca gdzie zostało to już zrobione - i to tak, że nie zrobiłabym tego lepiej ;)

  Tutaj artykuł o wąsaczu na zinie per-fumum.

 Tutaj lista stworzonych przez niego zapachów - ale co prawda na moje oko nieco niepełna.

  Maurice Roucel to nie tylko zdolny rzemieślnik potrafiący stworzyć dobrze sprzedające się perfumy przeznaczone zarówno na marketowe półki (Adidas, Celine Dion, Coty) jak i awangardowe niszowce (praca dla Frederica Malle i Serge Lutens), ale i bardzo rozsądny, ciepły i otwarty człowiek. Po przeczytaniu wywiadu z nim nie rozczarowałam się. Oczywiście gdyby był nadętym nudziarzem nie miałoby to specjalnego wpływu na mój odbiór kolejnych jego produkcji, ale przyjemnie wiedzieć że człowiek, któremu całe perfumeryjne środowisko niemalże bije pokłony zachował pokorę a w dodatku w dalszym ciągu jest w stanie powiedzieć coś ciekawego.L.H.O.O.Q

 Wszystkie cztery moje ulubione kompozycje Roucela - L Lolity Lempickiej, Insolence Guerlaina, New Haarlem Bond No.9 i Musc Ravageur Frederic Malle Editions de Parfums mają w sobie pewien nieco trudny do uchwycenia wspólny mianownik. Z każdego z tych zapachów po prostu aż bucha charyzma, charakterek, ale i dowcip. Może też trochę agresji - kiedy z tą charyzmą troszeczkę przesadzi. L iskrzy cukrem waniliowym wymieszanym z solą morską i czeka aż Kopciuszek podejmie zleconą przez macochę syzyfową pracę odzielenia od siebie obu kruszców. Insolence to zamiast klasycznego perfumeryjnego fiołka i irysa wyładowanie elektryczne wzbudzające tuman pudru i huk słodyczy. New Haarlem oszałamia namiętnością romansu trójkąta kawa-paczula i lawenda. A Musc Ravageur to w zależności od potencjału skórnego nosicielki albo puszysty kociak napraszający się o uwagę poprzez zabieg wbicia pazurków w najbliżej siedzącą osobą albo brudny seks z darciem szat i rozlewem krwi w jakimś odrażającym slamsie.

 Każdy "poważny" perfumiarsko temat Maurice ośmiela się podjąć pod wątpliwość i wstawić w nawias. Rezultatem jest fascynujące, wielowymiarowe dzieło sztuki, które zachwyca od pierwszego kontaktu, ale dopiero trzecie, czwarte i piąte podejście pozwala na zapoznanie się z kolejnymi warstwami i możliwymi sposobami interpretacyjnymi.

 Swoim perfumom Maurice Roucel domalowuje bujne, podkręcone wąsy. Tak z przekory - żeby było ciekawiej.

 Druga rycina przedstawia dzieło L.H.O.O.Q z 1919 roku Marcel'a Duchamp'a. To zakupiona przez niego tania, pamiątkowa pocztówka na której wzbogacił Mona Lisę o wąsy i bródkę a samo dzieło nazwał tak, że monogram czytany razem brzmi mniej więcej jak "ona ma gorący tyłek".

sobota, 07 marca 2009
Frédéric Malle

Frédéric Malle  Frédéric Malle (rocznik 1962) to urodzony w Paryżu wnuk niejakiego Serge'a Heftlera-Louiche'a - przyjaciela z dzieciństwa samego Christiana Diora i jednego z założyciela Dior Parfums. Cytując więc mikrocv z oficjalnej strony internetowej: "dorastał w poczuciu respektu dla sztuki perfumiarstwa w samym sercu jej tradycji". Po ukończeniu studiów na University of New York (NYU) dostał propozycję pracy dla Roure Bertrand Dupont. To tam poznał tajniki perfumeryjnego rzemieślnictwa i nawiązał kontakty z najbardziej wpływowymi perfumiarzami. Od 1994 roku Frédéric Malle pracuje jako wolny strzelec, konsultant między innymi Christiana Lacroix, Chaumet czy Hermès International.

 W roku 2000 poczuł się na siłach by stworzyć własną markę - Frederic Malle Editions de Parfums. W niecałe dziewięć lat później w Paryżu usytowane są trzy firmowe butiki, przy czym jego perfumy kupić można również w siedmiu innych państwach Europy, dwóch azjatyckich, w dziewięciu miastach Ameryki Północnej i jednym miejscu w Arabii Saudyjskiej. 

 Polityka firmy przewiduje pracę zespołową. Malle sprawuje kuratelę nad zatrudnionymi dziewięcioma nosami, dając im w duży margines wolnej kreatywności. Jego współpracownikami są: Pierre Bourdon, Jean Claude Ellena, Edouard Flechier, Olivia Giacobetti, Maurice Roussel, Edmound Rudnitska, Michel Rudnitska, Ralf Schweiger i Dominic Ropion.

butik

  Jak przyznaje Malle, strona wizualna przedsięwzięcia powstała w dużym stopniu zainspirowana prestiżowym francuskim wydawnictwem Gallimard. Sprzedawane przez siebie książki pakowano w zwykły papier w kremowym kolorze i oznaczano czerwoną czcionką. Marka Malle kładzie nacisk na dobór najwyższej jakości surowców do produkcji perfum, wymyślne opakowania uważając za drugorzędne. Moim zdaniem opakowania i flakony perfum Frederic Malle Editions de Parfums są wyjątkowo ładne jak na deklarowany totalny minimalizm zdobniczy. Proste linie, gładkie flakony, wyraźne oznaczenia. Flakony rzeczywiście pakuje się w najzwyklejszy, półbibułowy, szeleszczący papier. Trudno odmówić w tym przypadku konsekwencji i stylu, ale przyznam że trochę mnie zaskoczyło, że przesyłkę, jak również jej zawartość z Francji do Polski postanowiono opakować tylko w rzeczony papier. Żadnej folii bąbelkowej, styropianowych fikuśnych drobiazgów czy choćby pop-cornu żeby jakoś zamortyzować potencjalny upadek półkilowej szklanej flaszki wartej 140 euro wraz z dwunastoma małymi atomizerami wartymi 250 euro na drodze Paryż - Pomorze Gdańskie. Cóż za daleko posunięty optymizm.

  Na uwagę zasługuje też bardzo elegancki wystrój firmowych butików. Perfumy przechowywane są w chłodzących szafkach a centralne miejsce w paryskich sklepach zajmują "pachnące kolumny" - po raz pierwszy zaprezentowane publicznie - obrazujące nową, profesjonalną technikę, nie pozwalającą na umknięcie aurze zapachu. Szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia jak to działa i o co tak naprawdę w tym chodzi. Ale wygląda wyjątkowo intrygująco.

butik

   Coś odróżniającego perfumy marki od większości wyrobów perfumiarskich to fakt, że na każdym (nawet najmniejszym, dziesięciomililitrowym) flakonie oprócz nazwy zapachu, marki i informacji o pojemności znajduje się imię i nazwisko autora kompozycji. To zgodnie z wcześniejszą deklaracją edycja wydawnicza a nie moloch korporacyjny.

  W krótkim wywiadzie  Frédéric Malle mówi o swoim hedoniźmie i dlaczego tak naprawdę poczucie przynależności do grupy potrafiącej czerpać przyjemność jest tak ważne.

 Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony internetowej Frederic Malle Editions de Parfums.