środa, 18 sierpnia 2010
Ciekawostki fizjologiczno - sensoryczne oraz o fenomenie lukrecjowych cukierków

 "Był jeszcze jeden kandydat na stanowisko ludzkiego feromonu: mieszanka nazwana androstenonem, którą znaleziono w męskim pocie spod pach. Androstenon od dawna był znany jako potężny świński feromon; kiedy świnia w okresie godowym powąchała go, nabierała gotowości do pokrycia przez knura. Nic więc dziwnego, że jego odkrycie w męskich wydzielinach ciała wpędziło endokrynologów w szał spekulacji. Nie udało się jednak ostatecznie potwierdzić jego działania na kobiety - ale na pewno nie z powodu niewystarczającej liczby prób. Przez lata psycholodzy i endokrynolodzy przemykali się w przestrzeni publicznej z puszkami Boarmate - syntetycznej wersji androstenonu w aerozolu - rozpylając to na meble czy drzwi kabin toaletowych.

 Czasami wydawało się, że badania pokazują jakieś efekty. M.D. Kirk-Smith ze współpracownikiem na Uniwersytecie Birmingham w Wielkiej Brytanii spryskiwali Boarmatem krzesło, które wcześniej określili jako najmniej popularne w poczekalni przed gabinetem stomatologicznym. Celem było przekonanie się, czy teraz więcej kobiet będzie siadać na tym właśnie krześle. Popularność krzesła była dyskretnie obserwowana przez recepcjonistę. Boarmate okazywał się rzucać urok na kobiety, które rzeczywiście wybierały to krzesło częściej po tym, jak Kirk-Smith i Boarmate weszli do gry.

CK

 (...) George Preti z Monnel Chemical Senses Center (...) lekceważąco odniósł się do tych badań i skrytykował ich metodologię. Wniosek z tego taki, że wydzieliny spod męskich pach raczej nie przyciągają żadnych innych gatunków poza eksperymentującymi psychologami.

(...) Przestańcie używać perfum. Kobiety wcale nie uważają tego za pociągające. Jeśli mi nie wierzycie, oto cytat z raportu chicagowskiego ośrodka terapeutyczno-badawczego zajmującego się zmysłami węchu i smaku Smell and Taste Treatment and Research Foundation: > Męskie wody kolońskie redukują przepływ krwi w pochwie <. Prezes Fundacji Al Hirch podłączał kobiety do pochwowego fotopletyzmografu, po czym zakładał im maski chirurgiczne spryskane dziesięcioma różnymi zapachami lub kombinacjami zapachów. (Aby upewnić się, że kobiety nie podniecają się samym zakładaniem masek, Hirsch grupie kontrolnej pozakładał niczym nieperfumowane maski). Poza zapachem wody kolońskiej, nie kręciły tych kobiet również zapachy wiśni oraz >mięsa grillowanego na węglu drzewnym <. Na topie podniecaczy znalazła się natomiast tajemnicza mieszanka ogórka z cukierkiem lukrecjowym Good'n'Plenty. Stwierdzono, że podnosi ciśnienie w pochwie o trzynaście procent. Hirsch spekulował, że mógł to być efekt Pawłowa: >Zapach ogórka czy Good'n'Plenty może przywoływać przyjemne wspomnienia z babcinego ogródka <. Ale dlaczego takie wspomnienia miałyby podniecać je seksualnie? I dlaczego użyto cukierków Good'n'Plenty zamiast samej lukrecji. Kolejny fetysz? (...)". 1

1. M. Roach. Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu. Wydawnictwo Znak. Kraków 2010. s. 260-262

 

  Uwielbiam szalonych, amerykańskich naukowców :)

  Nawiasem mówiąc i siejąc offtopa serdecznie polecam fenomenalne książki Mary Roach. Ta nieobliczalna, ciekawska babka napisała popularnonaukową trylogię o trupach, duchach i seksie - przysięgam, że nigdy w życiu nie czytaliście niczego podobnego ;)

sobota, 19 czerwca 2010
Odcinek pierwszy - "Przyjęta perspektywa badawcza"

Analiza zmysłu węchu w kontekście społecznego odbioru rzeczywistości

Spis treści

Rozdział 1 Przyjęta perspektywa badawcza

1.1  Punkt widzenia osmosocjologa

1.2  Teorie tłumaczące dyskredytację zmysłu powonienia

1.3  Trend aromatyzacji w kulturze popularnej

 

Rozdział 2 Rola jednostkowego zapachu w przestrzeni społecznej

2.1   Zapach przyczynkiem konstytuującym klasyfikację społeczną

2.2   Znaczenie przestrzegania praktyk higienicznych

2.3   Jak pachnie dobrobyt, strach i komunizm?

2.4   Narzędzie uwodzenia w kulturze natychmiastowości

 

Rozdział 3 Polscy hobbyści perfum

3.1   Czym są perfumy dla perfumeryjnego hobbysty?

3.2 .Internet jako medium koncentrujące grupy hobbystyczne

3.3   Omówienie przestrzeni internetowej pasjonatów perfum

3.4   Internetowa tożsamość perfumeryjnego hobbysty

3.5   Dewirtualizacja kontaktu

3.6   Polemika z tezą o ubogości języka opisującego doznania węchowe

3.7  Polemika z tezą o jednoznaczności kategorii zapachów nieprzyjemnych

 

Rozdział 4 Perfumeryjni hobbyści w obiektywie

 

 ***

/Update/ 24.06.2010

Wpis został tymczasowo uskromniony. Zapewne niezbyt to profesjonalne - a już na pewno totalnie nieprzewidywalne, jak sama autorka rzeczonego bloga ;) Cel jest wyższy. Teksty zostaną opublikowane na pewno i o tym obiecuję (puchnąca dumą ;) ) bezzwłocznie poinformować. Ale ich lokalizacja będzie bardziej atrakcyjna niż słabiej chroniony przed kradzieżami blog.

   W charakterze nagrody pocieszenia szepnę Ci, Szanowny Czytelniku, pewną soczystą ploteczkę. Zin Toccaty wraca. Bardzo, baaardzo niedługo ;) 

wtorek, 18 maja 2010
Unikanie kąpieli jako atrybut zmiany stylu życia we współczesnym społeczeństwie

Brrr...

KLIK

/UPDATE/ 19.05.2010

 Chciałabym przy okazji zwrócić uwagę na pewną bardzo powszechną praktykę - manewr z powodzeniem stosowany przez dziennikarzy, a będący niestety manipulacją. Artykuł miejscami ciekawy, stawiający hipotezy, ale całokształt na dłuższą metę niedopuszczalny. A osoba niezajmująca się na codzień badaniami społecznymi ma prawa tego nie wiedzieć, lub nie zauważyć.

  Rzecz najważniejsza. Wcale nie jest tak fatalnie jak prezentuje to autor artykułu - wystarczy dobrze przyjrzeć się procentom. Już w pierwszym zdaniu gromi się 17% polskich kobiet brudasek sugerując, że kąpiele są im kompletnie obce. Podczas gdy 12% kąpie się rzeczywiście nie codziennie, ale w istocie 2-5 razy w tygodniu. Co już aż tak patologicznym zjawiskiem nie jest. Za oznakę braku higieny uznano również unikanie depilacji. A to już bardzo dyskusyjne założenie. Jest to - jak zgodnie z prawdą zauważył komentujący artykuł socjolog - przemoc symboliczna.

 W artykule nie ma również mowy o ukształtowaniu pod względem wiekowym grupy badanej. A uważam, że chociażby w kwestii wspomnianej depilacji jest to bardzo istotne. Poniżej oraz powyżej pewnej granicy wiekowej panie tego zabiegu nie wykonują. Albo dlatego, że zbędne owłosienie jeszcze bądź już ich nie porasta, albo dlatego że osiągnęły zaawansowany wiek (i brak im dawnej sprawności fizycznej przejawiającej się np. w umiejętności dotknięcia dłońmi kostek z wyprostowanymi kolanami). Brak mi tutaj tej informacji.

 Pierwsza reakcja, to zaskoczenie. Ale trzeba uważać i nie dać się wprowadzać w maliny.

sobota, 27 marca 2010
Z cyklu "czy wiesz, że...?". Feromony

 Szanujący się perfumoholik buszujący po sieci ma na ogół szerokie spektrum poszukiwań, wrodzoną ciekawość, szacunek dla odmiennych gustów oraz poczucia estetyki. Tak to mniej więcej wygląda u większości.

 Jest jednak kilka tematów tabu, których lepiej na forach nie poruszać - w przeciwnym razie istnieje spore ryzyko narażenia się na śmieszność i zebranie efektów zbiorowego pobłażania. Jeśli pokusić się o drobną personifikację to persona non grata są między innymi obok mniej lub bardziej zakamuflowanych podrób perfum wszelkiej maści, syntetyczne mieszaniny szumnie chrzczone mianem feromonów. Zarówno pierwsze jak i drugie to mydlenie oczu skandalicznie rozdmuchaną iluzją.

 Dzisiaj będzie trochę o tych drugich.

Wicked Game

 Czym tak naprawdę są feromony?1)  Słowo to w wolnym tłumaczeniu oznacza chwytliwe - roznosiciel podniecenia i zostało użyte po raz pierwszy w latach 50. XX wieku. W kulturowo - modowy nurt wstrzeliły się jednak dopiero 30 lat później, towarzysząc popkulturowemu boomowi na fitness, ekologię, zwrot ku naturze, holistyzm oraz ruch New Age. Z założenia to bezzapachowe substancje przenoszące sygnał o atrakcyjności fizyczno-prokreacyjnej oraz gotowości seksualnej. Fenomen sprzedaży feromonów jest o tyle frapujący, że strzelającym w górę słupkom sprzedaży nie towarzyszy jednocześnie  niepodważalny dowód naukowców o rzeczywistych podstawach do dania wiary sprzedawcom magicznych eliksirów. Liczne badania nie wykazały bez żadnych wątpliwości, że w rzeczywistości ludzki organizm rzeczywiście produkuje feromony, ani tego że posiadamy chociażby narząd do odczytywania i identyfikacji ich. Reklamy producentów przepełnione są jednak entuzjazmem.

Date-mate wysyłają sygnały o gotowości seksualnej, przyciągając osobnika płci przeciwnej. Gdy masz na sobie feromony Date-mate, kobieta nie przejdzie obok ciebie bez reakcji. W jej oczach natychmiast staniesz się o wiele bardziej atrakcyjny. (...) Feromony działają na żeńskie gruczoły, nasilając doznania erotyczne. Rozbudzają w niej apetyt na seks w ten sam sposób, w jaki zapach jedzenia rozbudza uczucie głodu. (...) Będzie odczuwać wewnętrzną nawiązania z tobą kontaktu, sama nie wiedząc właściwie dlaczego. (...) Kobiety BĘDĄ zwracały na ciebie większą uwagę. A wszystko to będzie się działo nieświadomie, ponieważ Date-mate jest bezbarwny i nie posiada dodatkowych zapachów. 2)

  Dlaczego moim zdaniem pomysł ten odniósł sukces i trafił do odbiorcy? Doszło tu do złożenia konsumentowi obietnicy kontrolowania zachowań otoczenia w ten sposób, że samo pozostaje tego faktu nieświadome. Kupując magiczny flakonik człowiek automatycznie wchodzi w posiadanie skutecznego narzędzia manipulowania innymi - i to w dodatku w jednej z najbardziej newraligicznych sfer praktyk codzienności czyli sfery prywatnej - seksualności, atrakcyjności i działań w sferze obrony ego. Tradycyjne metody wabienia partnerów seksualnych (ekspozycja atrakcyjnego ciała, kuszący makijaż, sugestywne zachowanie), które są łatwe do dekodowania i używane przez wszystkich, zostają wyparte przez proste, niewidzialne i bezwonne narzędzie - którego działanie pozostaje poza świadomością tego, który jest obiektem manipulacji. A ponadto można je bez trudu kupić. Feromony obiecują kontrolowanie przebiegu interakcji, w sposób nie zdradzający naszych intencji. Ta moda to przejaw wpisywania się w kulturowy trend opisywany szerzej w ramach pojęć kultury instant, kultury natychmiastowości lub kultury jednominutowej.

YSL

 Istotą samej kultury możnaby zamknąć w odraczaniu gratyfikacji, ujarzmianiu pragnień i potrzeb, tworzeniu sciśle zrytualizowanych modeli ich zaspokajania czy wyznaczaniu norm i ograniczeń ich zaspokajania. Tymczasem kultura instant proponuje spełnienie każdej dowolnej, nawet nieprawdopodobnej zachcianki, oraz - co ważne - spełnienie jej praktycznie natychmiast i od ręki. Feromony to prosta droga na skróty - analogiczna do zaspokojenia głodu fast foodem, umożliwienia bycia inną osobą w innym miejscu za pomocą internetu czy rozerwania się i odpoczynku w centrach handlowych. Zamiast zaangażowania w długotrwałe, skomplikowane rytuały gier interakcyjnych w staraniu się o względy upatrzonego partnera oraz cierpliwe inwestowanie we własną atrakcyjność fizyczną, jako zamiennik proponuje się nam zakup flakonika z czarodziejską zawartością. Feromony mają znacznie obniżyć wszystkie koszty - emocjonalne, kulturalne, czasowe, finansowe... - ponoszone przez wszystkich tych, którzy starają się o partnera, przy jednoczesnej eliminacji niepożądanej konkurencji w postaci tych nie stosujących magicznego płynu. Efektem tej seksualnej ekonomii jest obniżenie wartości pozyskanego związku, ze względu na jego powtarzalność. Ponadto człowiek analizowany jest tutaj w kategoriach tylko przedmiotowych - na początku jako obiekt do zmanipulowania, a w końcu jako obiekt seksualny. To co najwazniejsze to sam ułatwiony proces zdobycia partnera za pomocą feromonów - dający poczucie absolutnej i pozbawionej ujemnych kosztów władzy nad innymi ludźmi. Istotne jest w moim odczuciu również to, że problemy społeczne i te wynikające z naturalnych nierówności zostają tu sprowadzone do poziomu łatwej do uniknięcia, drobnej, technicznej niedogodności. Dochodzi tu ponadto do traktowania jednostki w sposób kompletnie pozakulturowy, wyjałowiony i czysto biologiczny. Nacisk kładziony jest na przypomnienie o tym, że jesteśmy przede wszystkim stąpającymi na dwóch nogach zwierzętami, których ciała rządzą się własnymi prawami, wbrew naszej woli. Mimo zaakcentowaniu biologii cielesności i fizjologii , którym ciało podlega w sposób nieubłagalny, proponuje się w tym miejscu jego kontrolę za pomocą zaawansowanych technologii.

Cameron Diaz 

 Pozostaje jeszcze jedna drobna kwestia. Skąd biorą się buchające entuzjazmem opinie rzekomych użytkujących feromony rozsiane po internecie? Usytuowane przede wszystkim na stronach internetowych sprzedających wiadomy towar. Zakładając bardzo optymistyczny scenariusz, iż te choćby kilka procent z całości naprawdę zostało napisane przez rzeczywistych zadowolonych kupujących zdiagnozowałabym tutaj ewidentny efekt placebo. Już sama świadomość tego, że mamy na sobie cudowny wynalazek gwarantujący sukces w upolowaniu ofiary połączony z autentycznym przeświadczeniem o jego bezapelacyjnej skuteczności bez wątpienia wpływa poczucie pewności siebie i wysyłanie otoczeniu odpowiednich sygnałów. Jako ciekawski dzieciak i zwolennik empirii oczywiście z ogromną chęcią przetestowałabym działanie tego bezwonnego pachnidełka - ale kiedy odnotowałam, że jednomilitrowa próbka w sklepie internetowym kosztuje około 30 złotych plus koszty przesyłki, od razu postanowiłam, że nie będę nabijać kabzy osobom, które moim zdaniem na to nie zasłużyły.

 I być może nie dowiem się czy jakaś inna substancja quasi-zapachowa ma większą moc przyciągania niż Angel Muglera... ;)

______

1)  Krajewski M. Kultury Kultury popularnej. Poznań 2003. s. 276 - 280

2) cytat za publikacją elektroniczną: feromony.onet.pl

niedziela, 28 lutego 2010
Nie wytrzeszczaj oczu

Według Erazma postawa, zachowanie, gesty, ubiór, wyraz twarzy są wyrazem tego, co tkwi w człowieku, co wyraża jego istotę. 'Nie wytrzeszczaj oczu!' - radzi - bo oczy wytrzeszczone są oznaką głupoty, tępo wpatrzone - gnuśności, nazbyt ostre spojrzenie mają ludzie skłonni do gniewu, spojrzenie nazbyt żywe cechuje ludzi bezwstydnych. Najlepiej 'mieć spojrzenie wyrażające spokój ducha i pełną respektu uprzejmość'. Oczy są siedzibą duszy! Problem oczu ma też inne, głębsze znaczenie. Zmiana obyczajów, której sprzyja Erazm, jest związana z ewolucją źródeł przyjemności. Ważne stają się rzeczy, które cieszą oczy. Jak pisze Elias, 'w procesie cywilizacji ulega ograniczeniu, jako gest zwierzęcy, posługiwanie się zmysłem powonienia, skłonność do wąchania potraw czy wydzielin ciała'. To oko staje się instrumentem pośredniczącym w doznawaniu przyjemności.

Środa Magdalena. Paskudztwo zadepcz nogą, "Wysokie Obcasy" 2010 nr 8 (561), s. 34

 

Przejawy ostentacyjnego perfumoholizmu jako wyraz opozycji w stosunku do kultury wizualnej. Uwalnianie obrazów z niewoli patrzenia (Piotr Wołyński). Socjologia codzienności. Etykieta i naruszanie przestrzeni osobistej. Ekspresja i autoekspresja. Myśli do rozwinięcia.

niedziela, 10 stycznia 2010
Podsumowanie...

 W poprzednim roku odpuściłam sobie podsumowanie, więc w tym będzie inaczej. Chociaż i tym razem planowałam bojkot przymusu blogowego rozpisania co w tym dwa tysiące dziewiątym było Hot a co Not. Ale doszłam do wniosku, że podejdę do tematu nieco inaczej. Bo obejrzenie się wstecz ma w tym wypadku o tyle sens, że można zaobserwować coś być może nawet ciekawszego niż to, czyja róża pachniała ładniej.

 Moda. Komu wręczyła berło do kreowania gustu i smaku publicznego. Co się popularyzuje i umasowia. Co można w związku z tym przewidzieć i w jakim kierunku to wszystko zmierza.

 Pierwszą widoczną rzeczą jest to, że na niszowym podwórku działo się w tym roku więcej niż w mainstreamie. Forever w swoich skrupulatnie kompletowanych notatkach i odnośnikach premier na gazetowym FoP wypunktował więcej pozycji niszowych niż głównonurtowych. To dotychczas chyba jeszcze nie miało miejsca.

pachnidło

 Niby mamy kryzys i podobno w bardzo złym tonie jest ostentacja w materii wysokich cen. Magazyn Elle w atmosferze zaufanej konspiracji wspomina, że na wystawie nowojorskiego butiku Chanel na kieckach nie umieszczano cen. Żeby nie kłuć w oczy. Albo coś w tym stylu. U nas na polskim podwórku wygląda to aktualnie inaczej. Być może dlatego, że nie mamy tak wiele butików Chanel oraz dlatego że okazuje się, że Polski jako jednego z nielicznych krajów świata nie dotknął kryzys. U nas jest moda na niszowe perfumy. Redaktorzy ekskluzywnych magazynów kobiecych i męskich na wyścigi polują o wywiady na wyłączność z Sergem Lutensem (w ubiegłym roku czytałam takie co najmniej trzy w polskiej prasie), przybliżają czytelniczkom asortyment Galilu i Quality (cytując często z błędami katalogowe formułki) i rozszerzają swoje rankingi plebiscytów najlepszych produktów kosmetycznych o perfumy niszowe (mierząc je tą samą miarą co liftingujące kremy pod oczy i mazidła ujędrniające do biustu). Perfumoholikom średnio się podoba - tyle powiem pozostając dyplomatycznym obserwatorem ;) Regularnie powtarzają już od wielu, wielu miesięcy, że Serge lata świetności ma już za sobą (inna kwestia, że to wrażenie może być spowodowaną zmianą perspektywy odbioru) i wywiad z nim nie jest tak naprawdę żadną oszołamiającą gratką. Podobnym brakiem entuzjazmu cieszy się z założenia prestiżowa statutki "Doskonałości Roku" dla damskiego i męskiego (Heloł! Od kiedy w przypadku niszy mówimy o podziale na XX i XY? Czyżby o zaprzeczeniu słuszności takiego rozumowania nie mówił sam Serge w opublikowanym nieco wcześniej wywiadzie w tej samej gazetce?) By Kilian Straight to Heaven oraz Olivier Durbano Tourmaline Noir. Pierwsze określane przez zaangażowanych odbiorcóq jako niezłe, ale do zaziewania przewidywalne. Drugie właśnie przez te same osoby nakryte na reformulacji i takim wyłagodzeniu, aby było bardziej akceptowalne dla większego procenta populacji i pozbawione grzesznego charakterku.

Najprawdopodobniej nigdy nie wrócimy już do punktu kiedy to każdy zakup z Sephory był dla wysublimowanego gustu świadomym inwestowaniem kasy w kicz i dostrzegano tylko pojedyncze przebłyski geniuszu w postacji takiej L Lempickiej czy Insolence Guerlaina (które i tak były autorstwa genialnego Nosa pracującego od lat z powodzeniem na niszowym podwórku - w przypadku L i Insolence EDP to Maurice Roucel). Wszystko się demokratyzuje i dostaje otwartą furtkę do walki o mandat wyborczy w równej walce. Co prawda Amor Amor i Euphorii raczej już nigdy ten statut nie zostanie przywrócony. To skrajne przypadki, które zabił własny sukces. Niosą ze sobą ciężar popularyzacji do obrzydliwości i przez to zdegradowanie to pozycji pachnidła cieszącego się niewiele większym szacunkiem niż psikadło od Christiny Aguilery.

A jeśli już o Christinie Aguilerze i innych gwiazdach mowa... Doszło do absolutnego przesycenia rynku perfumami sygnowanymi nazwiskiem gwiazd (chociaż określenie celebrities byłoby tutaj bardziej akuratne). Uśmieszek politowania wywołała we mnie zalinkowana przez Piratessę wypowiedź aktora Gerarda Butlera. 

" (...)- Potrzebuję perfum, muszę zwrócić na to uwagę mojemu agentowi. Clive Owen ma swoją linię kosmetyków po goleniu, Ewan McGregor wypromował swoje perfumy. A co ja mam? Nic - dodaje z żalem aktor - Jeszcze nie wiem jakie one będą, wiem, że potrzebuję własnych perfum - zapewnia Butler. (...) ".

 Obojętnie co, ale ich potrzebujęęę... - Zanosi się jęczącym łkaniem dorosły facet. Clive i Ewan nie mogą być ode mnie lepsiiii...  

 Żenada.

balonówka Perfumy popularne rozczarowywały mnie w tym roku na maksa. Właściwie nie przypominam sobie, żeby coś głównonurtowego, ogólnodostępnego chwyciło mnie za nos. Wszystko zlewało się w papkę z różowych kwiatuszków a jedyną sensowną rzeczą, którą można było z nimi zrobić było przyklejenie do spodniej strony krzesła - jak kreatywnie robi się to z wyżutą gumą balonową. Klasyczne przykłady - Parisienne YSL, Ange ou Demon Le Secret Givenchy i Hypnose Senses Lancome. Do rozczarowań roku w perfumeriach zaliczę w szczególności Idylle Guerlaina, serię tarociarską D&G oraz Eau Mega Viktora & Rolfa. Pierwsze – pogrzebanie nowatorskiego ducha Guerlaina w kopcu z kwiatowych płatków, drugie – zaprzepaszczenie świetnego konceptu będącego obiecującym punktem wyjścia, trzecie – potwierdzeniem tezy, że drugie dzieło zawsze jest oceniane na niekorzyść pierwszego.Teoretycznie niezłe było Sensuous i Kashmina Touch, ale to nie mój styl, więc zdecydowanie nie poczułam potrzeby połakomienia się. Ale nie było aż tak tragicznie, bo pojawiło się COŚ w postaci likierowej serii Muglera. Do dziś nie mogę wyjść ze stanu pierwszego zachwytu. Przepiękne!

  Zaobserwować można też inną ciekawą rzecz. Czyżby niszowy rynek, z definicji będący przeciwnikiem aktualnych mód i nie angażujący się w żadne z nim romanse właśnie dokonywał... mezaliansu? Skoku w bok? Drewno agarowe było wszędzie! W wielu niszowych premierach od Comptoir sud Pacifique, Juliette Has a Gun po L'artisan, By Kilian, Le Labo, Czech & Speake czy Montale. Solidną ekspansję zaliczyły również akordy jadalniane - czy to u L'artisan, M.Micallef, Lutens, Etat Libre d'Orange czy u Payard (u tego ostatniego w szczególności urzekło mnie niesamowite Pistachio Ganache).

 Pobawię się w prognozy. Przyszłość moim zdaniem będzie flirtem z vintage. Czymś co było i X lat temu było skutecznym szlagierem. Jako przykrywka na brak solidnych, mogących być kurą znoszącą złote jaja pomysłów. Ubierze się to w atrakcyjne sreberko, że "sypiała w nich Marilyn Monroe a teraz mamy dla Was kochane kobiety coś JESZCZE LEPSZEGO - odmłodzonego i wyszlifowanego" (a nieeee.... sorry, to już było) tudzież "te perfumy stworzył sam mesieur Christian Dior dla wyjątkowych,vintage eleganckich kobiet" (i tutaj odwracamy głowy w kierunku poddanych liftingowi starych Diorów od niedawna stojących w perfumeriach z etykietką Les Creations de Monsieur Dior. Tak działa ten mechanizm. Jeśli aktualne pomysły nie cieszą się przynoszącą profity aprobatą to należy zerknąć do archiwów i tam poszukać inspiracji. Tudzież sprzedać raz jeszcze to samo.

Nikną i będą niknąć nienaturalne podziały na to co w nurcie i poza nurtem. Ostateczną podstawą oceny będzie wartościowość produktu. Perfumy dobre albo złe.

***

 A mówi się, że "o gustach się nie dyskutuje"... ;) Nie zgadzam się z tym. Gust - tak powszechnie uznawany za indywidualną, jednostkową cechę, tak naprawdę jest takim tylko w pewnym stopniu. A chwila zastanowienia i analiz może doprowadzić do intrygujących hipotez. I możliwości przewidzenia przyszłości. Między innymi.

poniedziałek, 28 grudnia 2009
Zapach Politechniki: trochę z kaszalota, trochę z bobra

Link do artykułu ze Stołecznej :)

Pachnidło obwąchałam i dałam się bardzo zaskoczyć. Entropia jest niezwykle ciężka do rozgryzienia i spokojnie można ją traktować na równi z niszowymi dziełami, mającymi za sobą kawał historii i kurzu, gdzie animalia ścielą się gęsto ;)

sobota, 12 grudnia 2009
Entropia - perfumy Politechniki Warszawskiej

 Grupie kreatywnych studentów z Koła Naukowego Biotechnologów Politechniki Warszawskiej udało się właśnie coś o czym śni każdy perfumoholik - a co z ogromnym powodzeniam od lat praktykuje między innymi Sissel Tolaas a z nieco bardziej przewrotnym powodzeniem Jean-Baptiste Grenouille. Chodzi o stworzenie pachnidła. Nie klasycznych kwiatuszkowych perfum, które potrafi skomponować praktycznie każdy, kto wie wedle jakiego szablonu powstają, a potem zalegają na seforowskich półkach. Chodzi o odwzorowanie duszy żywego organizmu, tętniącego życiem, historią i symbolizmem. W wątkach na forach dyskusyjnych większość z nas może sobie tylko pofantazjować na przykład czego to nie dokonalibyśmy gdyby koncept Bond no.9 przenieść z Nowego Jorku na polski grunt a okazuje się, że niektórzy z nas mają więcej szczęścia i mogą jak najbardziej w realu pomieszać trochę w kolbach.

 Wstępny link nakreślający o czym tak naprawdę mowa - TUTAJ a filmik - TUTAJ.

1

 Flakonów będzie tylko 100. Czy zgadniecie jednak kto dzięki swoim mackom perfumoholicznych znajomości dotrze do próbeczki ;))) ? Mam ogromną przyjemność znać Anię, która jest na tyle kochana, że poza pomocą w pośrednictwie w zakupach Comptoir sud Pacifique i Comme des Garcons zaoferowała się skubnąć dla mnie kropelkę z własnego flakonu. To strasznie fajna dziewczyna jest ;)

 Cytując Anię Liwską (vel Rachelę ;) ):

Zapach Politechniki - kompozycja łącząca w sobie najbardziej charakterystyczne wizje Politechniki Warszawskiej: kamienne, stare mury gmachów, zakonserwowane drewno w audytoriach, unoszący się w powietrzu kurz i zapach odczynników chemicznych, stal maszyn i fontanna na dziedzińcu wewnętrznym głównego kampusu. Tak złożony efekt udało się uzyskać dzięki użyciu szerokiego spektrum składników: od słodkawych żywic odpowiedzialnych za nuty techniczno-syntetyczne, drewnianych nut charakterystycznych dla Iso E Super, roślinnego agaru i miękkich piżm; po zaostrzający cała kompozycję naturalny olejek z czarnego pieprzu, który nadaje jej wiekowy, dostojny charakter. "Entropia" zachwyca trwałością i na długo zapada w pamięci.

 Nie mogę się doczekać powąchania!

 Jak donosi moja pachnąca informatorka, mająca wieści z pierwszej ręki, młodzi biotechnolodzy autorzy Entropii pojawią się niebawem w Dzień Dobry TVN, Teleeksprecie oraz cytuję  "znowu w jakiejś gazecie" ;) Jeśli tylko będę znała dokładne terminy i godziny to dam znać.

 Ogromne gratulacje dla kreatywnych studentów :) !

wtorek, 29 września 2009
Smród twój wróg

Osmosocjologia to dopiero raczkująca, choć - mam wrażenie - modna subdyscyplina. Zajmuje się kwestią zapachu pod kątem między innymi bycia artefaktem kulturowym zdradzającym indywidualną przynależność klasową. Linkuję już zauważony na Gazecie strasznie fajny artykuł opublikowany w Polityce. Miłej lektury :)

 Smród twój wróg

wtorek, 15 września 2009
100 Fragrances Every Perfumista Should Try - po polsku (part 2)
100
 
 Uwaga, uwaga - oto druga i tym samym ostatnia, finalna część rankingu. Przed Państwem chlubna Pierwsza Pięćdziesiątka Zapachów, Które Należy Poznać. Zapraszam do lektury, sporządzania notatek i przeczesywania pamięci w celu upewnienia się, czy za radą pomocnych respondentów już udało Wam się zapoznać z częścią z nich.
 
 
 
50. Kingdom Alexander McQueen 25
 
49. Idole de Lubin Lubin 25

48. Hypnotic Poison Christian Dior 25

47. Classique Jean Paul Gaultier 25

46. Belle de Minuit Nina Ricci 25

45. Gloria Cacharel 26

44. Scent Costume National 27

43. Organza Givenchy 27

42. Eden Cacharel 27

41. Collection Escada 27

40. Alchimie Rochas 27

39. Tea For Two L'Artisan Parfumeur 28

38. Perles de Lalique EDP Lalique
28

37. Musc Ravageur Frederic Malle 28

36. Messe de Minuit EDC Etro 28

35. Addict Christian Dior 28

34. Pink Sugar EDT Aquolina
29

33. Mitsouko Guerlain 29

32. Lolita Lempicka EDP Lolita Lempicka 29

31. Le Feu d'Issey Issey Miyake 29

30. Alien EDP Thierry Mugler 29

 perfumy w książce

29. Un Jardin sur le Nil Hermes 30

28. NU EDP YSL 30

27. Innocent EDP Thierry Mugler 31

26. Cristobal EDT Balenciaga 31

25. Agent Provocateur EDP Agent Provocateur 31

24. 24 Faubourg EDP Hermes 32

23. Un Jardin Mediteranee Hermes 33

22. Flowerbomb EDP Viktor & Rolf
34

21. Dzing! L'Artisan Parfumeur 34

20. Avignon Comme des Garcons 34

19. Zagorsk Comme des Garcons 35

18. Prada Prada 35

17. Must de Cartier EDT Cartier 35

16. Jungle Tiger Kenzo 35

15. Gucci Pour Homme Gucci 35

14. Coco Chanel 36

13. Féminité du Bois Shiseido 38

12. Dune Woman Christian Dior 38

11. Poison Christian Dior 39

 10. Theorema Fendi 42

9. Opium YSL 44

8. Dolce Vita Christian Dior 44

7. Organza Indecence Givenchy 45

6. Chanel No.5 EDP Chanel
45

5. Le Baiser du Dragon EDP Cartier
46

4. Jungle Elephant Kenzo
48

3. Black Cashmere Donna Karan
49

Black Cashmere Donna Karan

2. Shalimar Guerlain 52

Shalimar Guerlain

 

1. Angel EDP Thierry Mugler 55 

Angel Thierry Mugler

 
Badanie zostało przeprowadzone w sierpniu 2008 na próbie 61 pachnących respondentów z hobbystycznego kółka zebranego wokół forum Perfumy na wizaz.pl
poniedziałek, 14 września 2009
100 Fragrances Every Perfumista Should Try - po polsku

Uwielbiam subiektywne zestawienia. Zawsze z ogromnym zainteresowaniem analizuję wszystkie TOP, Hot & Not czy Hop Bęc ;P Ciekawią mnie motywy zainicjowania mody, jej ścieżka przebiegu,mechanizm rozprzestrzeniania się oraz to, dlaczego jedno jest obciachem podczas gdy drugie wartym uwagi trendem, który - zdarza się - zyskuje status ponadczasowego hitu. Perfumeryjny ranking Now Smell This, zatytułowany dokładnie tak jak zapowiada to notka, od razu przyciągnął mój ciekawski wzrok. Tutaj co prawda zamysł jest nieco inny, bo nie do końca chodzi o zapachy THE BEST, ale o tzw MUST SNIFF'y. Takie które perfumista (czyli mniej więcej - perfumoholik) z różnych względów powinien znać. 

fashion week

Marzyło mi się sprawdzenie jak realizację podobnego zadania widzieliby perfumoholicy z naszego rodzimego podwórka. I tak sobie głośno myślałam kiedy koleżanka Irkax wirtualnie przybiła mi piątkę i zawołała "wchodzę w to!". Informatycznie (i nie tylko) uzdolnione dziewczę wraz ze swoim niemniej bystrym mężem szybko skonstruowali specjalną stronę gdzie inteligentny mechanizm zliczał wyniki typowania wyselekcjonowanych, perfumoholicznych respondentów (w liczbie wysokosci 61 osób). Na drodze ankietowej wyłoniło się ciut ponad sto (ostatnie parę ex aequo ) zapachów, w przypadku których było tylko jedno kryterium. To pachnidła, które chcielibyśmy zaprezentować osobie wprowadzanej w świat perfum. Tworzą wielosmakowe, szerokie spektrum najciekawszych reprezentantów w swoich kategoriach. Obok każdego typu znajduje się liczba oddanych na niego głosów - tak więc mimo wszystko pojawił się tutaj pikantny, rywalizująco-rankingowy posmaczek.

Kopiuję ku pamięci. Oraz jako przyczynek do refleksji, którą warto wcielić w życie ;)

 ***

 

103. Philosykos Diptyque 16

102. Mahora Guerlain 16

101. Incense Norma Kamali 16

100. Black Tourmaline Olivier Durbano 16

99. Asja Fendi 16

98. Venezia Laura Biagiotti 17

97. Shaal Nur EDT Etro 17

96. Rush Gucci 17

95. Roma Laura Biagiotti 17

94. Opium pour Homme YSL 17

93. Neonatura Cocon EDP Yves Rocher 17

92. Mania Woman (stara wersja) Giorgio Armani 17

91. J'adore EDP Christian Dior 17

90. Encre Noire for Men Lalique 17

89. Eau des Merveilles, EDT Hermes 17

88. Black Bvlgari 17

87. Amarige Givenchy 17

86. 5th Avenue Elizabeth Arden 17

85. Lou Lou Cacharel 18

84. Jaisalmer Comme des Garcons 18

83. Cool Water Davidoff 18

82. CK ONE Calvin Klein 18

81. Wish Chopard 19 

80. Pi - EDT pour homme Givenchy 19

mucha

79. Halloween EDT Jesus del Pozo 19

78. Habanita EDT Molinard 19

77. Gris Clair Serge Lutens 19

76. Etra EDT Etro 19

75. Coco Mademoiselle EDP Chanel 19

74. Chergui Serge Lutens 19

73. Farenheit Christian Dior 20

72. Tresor Lancome 21

71. Safari Ralph Lauren 21  

70. Hot Couture EDP Givenchy 21

69. For Her EDP Narciso Rodriguez 21

68. Flower by Kenzo Kenzo 21

67. Baby Doll YSL 21

66. A*Men EDT Thierry Mugler 21

65. Un Bois Vanille Serge Lutens 22

64. Terre D'Hermes Hermes 22

63. Obsession EDP Calvin Klein 22

62. New Haarlem Bond No. 9 22

61. Histoire d'Eau EDT Mauboussin 22

60. Poeme Lancome 23

59. Les Exclusifs, Gaiac EDP M. Micallef 23

58. Euphoria EDP Calvin Klein 23

57. Dzongkha L'Artisan Parfumeur 23

56. Ambre Sultan Serge Lutens 23

55. Light Blue EDT Dolce & Gabbana 24

54. Ouarzazate Comme des Garcons 25

53. Madness Chopard 25

52. L de Lolita Lempicka EDP Lolita Lempicka 25

51. Kyoto Comme des Garcons 25 ...

Comme des Garcons

 
 
 
Ciąg dalszy nastąpi... ;)
 
czwartek, 13 sierpnia 2009
Zlot perfumoholików

Flash mob (dosł. błyskawiczny tłum) – określenie, którym przyjęło się nazywać sztuczny tłum ludzi gromadzących się niespodziewanie w miejscu publicznym w celu przeprowadzenia krótkotrwałego zdarzenia, zazwyczaj zaskakującego dla przypadkowych świadków. W akcji uczestniczą nieznani sobie ludzie znający jedynie jej termin i planowane działanie. Zazwyczaj akcje takie organizowane są za pośrednictwem Internetu lub SMS-ów.

(http://pl.wikipedia.org/wiki/Flash_mob)

 

Cechą charakterystyczną dla relacji internetowych jest zastąpienie face-to-face modelem interface-to-interface. Rozmowa i interakcja rozgrywa się tylko i wyłącznie w sieci na drodze wymiany postów, komentarzy i notek. Substytutem nawiązania rozmowy twarzą w twarz może być wrzucenie swojego zdjęcia do awatara (na niektórych forach nie ma takiej możliwości a tam gdzie takowa się pojawia nie jest to zbyt często wykorzystywane) a namiastką uśmiechu i przytulenia zamieszczenie odpowiedniego emotikona. Ma to swoje zalety i wiele osób sobie taki stan rzeczy chwali. Anonimowość zachęca do szczerości, większej otwartości, odwagi do pisania o śmiałych skojarzeniach, zamieszczania osobistych wyznań, wspomnień i przytaczania przebiegu sytuacji życia codziennego. Z drugiej jednak strony to pole do popisu mitomanów i możliwość snucia jaskrawo podkoloryzowanych historii ze swoim udziałem.

 Wielu osobom z kręgu perfumoholików skupionych w sieci relacja internetowa na pewnym etapie przestaje wystarczać. Polubiliśmy się tak bardzo, że poza pobudzającą, lecz suchą rozmową na temat świata perfum chcemy się również zobaczyć, usłyszeć, dotknąć i powąchać. Poznać osobiście tego człowieka, którego wrażliwość jest bliska naszej wrażliwości, pasja naszą pasją i choć przedtem nigdy się nie widzieliśmy to spędziliśmy na rozmowach całe miesiące. W omówionym miejscu o umwionym czasie z porozumiewawczym uśmiechem wyciągamy z toreb, kufrów i walizek na kółkach szklane flakony pieszczotliwe obłożone na czas podróży kilkoma warstwami folii bąbelkowej i zaczynamy ucztę. Spotkania w realu okazuję się być dla nas tak ciekawym i przyjemnym doświadczeniem, że teraz odbywają się już z powodzeniem regularnie w kilku miastach Polski.

 Jako członkowie grupy dobrze się znamy. Wiemy nie tylko kto gustuje w jakiej kategorii zapachowej i jakie flakony i próbki ma w swoim zbiorze (tego dowiadujemy się z czasem na drodze wymiany postów), ale znamy również wzajemnie swoje imiona, nazwiska, numery telefonu, adresy, imiona i wiek dzieci, zawód męża, aktualne rozterki oraz dziesiątki innych prozaicznych rzeczy, które wiemy o najbliższych znajomych. Tu relacja jest o tyle intymna, że mamy ze sobą wspólną nić porozumienia, choć dzieli nas wiek czy płeć. Obserwujemy płomienie ekscytacji zapalające się w oczach, dreszcze obrzydzenia wstrząsające ciałem oraz razem wybuchamy śmiechem podczas dzielenia się dziwnymi skojarzeniami, które wywołują poddawane oględzinom zapachy. Z kilku gardeł jednocześnie wydobywa się okrzyk przerażenia gdy w ferworze ekscytacji olfaktorycznej komuś z brzękiem spadnie na podłogę szklany flakon. Na szczęście jak na razie obyło się u nas bez ofiar śmiertelnych.

zlot

Osoby postronne w kawiarniach reagują na pewno w sposób zbliżony do obserwatorów flash moba kiedy widzą nagle dziesiątki flakonów z pachnącą zawartością, które na znak jednocześnie pojawiają się na stoliku obok. My właściwie nawet tego nie zauważamy. Dopiero podczas oglądania zdjęć ze spotkania turlamy się ze śmiechu widząc miny podglądaczy w tle.

 Wczoraj było świetnie i podejrzewam, że noc spędziłybyśmy wspólnie na kawiarnianych kanapach gdyby twardo nie postanowiono zamykać galerii. Winter stwierdziła, że poczęstowanie jej Musc Rvageur było z mojej strony aktem zemsty za krzywdę przez nos jaką wyrządził mi jej Black Tourmaline. Dokonałyśmy zbiorowej psychoanalizy Majtkozdziercy decydując ostatecznie, że albo wyłazi z niego wyraźny zapach śliny ("obrzydlistwo") albo pachnie wyraźnie komunistycznym słodkim syropem ("o którym ty nie masz pojęcia mała, bo nie było cię wtedy na świecie"). Maleksandra opowiedziała nam historię jak to jej znajoma używała Organzy Indecence jako odświeżacza do toalety, czym wywołała u słuchaczy zbiorowy stan przedzawałowy.

 Wiele się działo, ale szczegółowy scenariusz jest naszą wspólną słodką tajemnicą.

 
1 , 2