Blog > Komentarze do wpisu
Wanilia razy trzy

 Dla wielce swoistego olfaktorycznego penetratora, którym jestem, wanilia to składnik o ogromnym potencjale plastycznym i będącym w sumie o wiele bardziej frapującym niż kadzidło czy drewno agarowe. Jakoś tak złożyło się, że w sposób niezamierzony prowadzę coś na kształt prywatnej krucjaty przeciwko wrzucania wszystykich słodkich perfum do jednego wora z lepkimi prezentami od świętego Mikołaja. Pierwszymi poznanymi przeze mnie niszowymi perfumami były Aomassai PG, WoodCoffee CdG, Tobacco Vanille Toma Forda i New Haarlem Bond no.9 (z resztą kiedyś już o tym w tym moim pamiętniczku pisałam) - i wtedy dziecięcą radochą ucieszyłam się, że perfumiarze pozwalają na to, aby i dorośli bez poczucia wstydu i winy konsumowali słodycze. Jeszcze nie mogę się otrząsnąć z wrażenia jakie zrobiła na mnie jakiś czas temu Felanilla PG. To prawdziwa kocia wanilia, nieco perwersyjna szafranowa zabawka dla dorosłych dziewczynek i chłopców. Albo Black Orchid EDP Forda czyli bogata dama w futrze popijające trufle czerwonym winem. Dla takich odkryć warto oddawać się poszukiwaniom.

 Jest trochę jak w Alicji w Krainie Czarów. Pamiętacie co stało się kiedy Alicja zjadła ciasteczko i napiła się napoju z karafki zgodnie z zaleceniam "eat me", "drink me" ?

Drink Me

 Wanilia to wdzięczny obiekt obserwacji. Mniej lub bardziej słodki, ale zawsze organiczny, na zagadkowy sposób cielesny i ludzki. Jej zapach jest statystycznie najbardziej rozpoznawalnym zapachem przez wszystkich Ziemian. I podobno dlatego właśnie tak powszechnie aprobowanym - w myśl zasady, że lubimy przede wszystkim te piosenki, które znamy. Dodałabym również własne podejrzenie (poparte empiryczną obserwacją), że z największym uznaniem spotykają się zapachy ciepłe i słodkie - kojarzone automatycznie jako przyjazne i bezpieczne.

 A teraz - żeby nie popłynąć dalej tym strumieniem świadomości - anonsowane wanilie w trzech odsłonach.

 

Perfect Vanilla, Creative Scentualization

 Czy istnieje większy dowód pychy i jednoczesnego strzelenia sobie samobója niż nazwanie swoich perfum perfect vanilla? W potopie tysięcy zapachów waniliowych to właśnie ten jest the best i perfect, taaa? Może nos nie czytał Króla Edypa Sofoklesa i nie wie czym grożą tego typu zagrania?

Perfect Vanilla Creative Scentualization Pierwsza rzecz ad rem, którą chciałabym się posiłkować jest taka, że osobiście polałabym wódki recenzentowi z luckyscentu, który jako pierwszy wspomniał o uderzającym podobieństwie do ciastoliny Play-Doh. Ten wyrób plastyczny miał bardzo charakterstyczny, niepodobny do niczego innego zapach, który bardzo nieudolnie starało się zabutelkować Demeter Fragrance Laboratory. Aż prosi się żeby wgnieść w niego paluchy i po chwilowym pomiędleniu przepuścić przez maszynerię, która spowodowałaby wyplucie długich, kolorowych ciastolinowych sznurów makaronu. Jej zapach jest niby waniliowy i przyjazny, ale otoczony wyraźnie plastikowo-plastelinowym akordem, który asekuracyjnie zniechęciłby ciekawskie dzieciaki o fiksacji oralnej do prób konsumpcji.

Tak więc gdyby zastosować przywołaną na początku notki skalę działania eliksiru na Alicję z Krainy Czarów to byłaby to mikstura wywołująca kurczenie się.

 Nuty: cztery typy wanilii, czerwona pomarańcza, tytoń

 

Un Bois Vanille, Serge Lutens

  Cóż mogłabym rzec. Lutens silnie nadwyrężył moje zaufanie a zostało to jeszcze wsparte komentarzem postronnego obserwatora jakoby noszone przeze mnie Un Bois Vanille było zajebiste. Ale raczej jest tak, że na to drugie nie miał wpływu mistrz Serge lecz nastąpiło to w wyniku indywidualnych czynników osobowościowych komentującego. Bo to w sumie wyśmienite perfumy i po prostu genialnie się noszą. Inspiracją Christophera Sheldrake'a dla stworzenia zapachu było to samo co dla Bertranda Duchaufour'a w przypadku Piment Brulant dla L'artisan. Ale zarzutu o plagiat nie ma i nie będzie.

Siła tej kompozycji tkwi w prostym składzie - poszczególne elementy układanki idealnie do siebie pasują, nic tutaj nie zrzyta, wszystko rozwija się niezwykle regularnie i przewidywalnie. Zapach ani nie traci, ani nie przybiera na sile pod wpływem pasożytowania na ludzkim żywicielu. Sam w sobie dysponuje charyzmą i ma taką samą energię na początku i na końcu.

Un Bois Vanille Lutens Na moje postrzeganie lukrecji spory wpływ miało obrzydzenie czarnymi żelkami z paczki Haribo. Zawsze je wyławiałam i ignorowałam ich obecność. Paskudne były. Kilka(naście) lat później podczas przygotowywania prezentacji (temat: "Percepcja w procesie komunikacji") natrafiłam na informację, że zapach lukrecji działa silnie pobudzająco na panie wąchające ją w męskich perfumach. Roślinka ta ma w składzie związki kumarynowe (ma je również pupilek autorki), oskarżane o bycie odużająco-toksycznymi więc może rzeczywiście coś będzie na rzeczy. W każdym razie aby uczynić prezentację ciekawszą zakupiłam w sklepie zielarskim torebkę lukrecji i wręczyłam słuchaczom w ramach badań poglądowych. Nikt nie stracił przytomności - zapach spotkał się z aprobatą. Co tu kryć - jest naprawdę przyjemny. Słodko-korzenny, nieco kojąco-kamforowy, właściwie nie wywołujący skojarzeń z klasyczną rośliną. No i w Un Bois Vanille lukrecja i spółka działają na mnie rzeczywiście narokotyzująco - obojętnie z której płci osoby noszącej zwąchiwane.

Początek jest jak rozkruszony kawałek marcepanu, do którego momentalnie dołącza lukrecja - początkowo zielarska, może nawet nieco miętowa, ale potem sianowata, kumarynowa. Kiedy zaczyna współpracować z gwoździem programu - czyli wanilią - wydobywa z siebie słodką korzenność. No właśnie. Ta wanilia. Lutensowskie Un Bois Vanille ma kilka obliczy i możliwości interpretacji. Jest słodka i ciepła, nurzająca się w kubeczku ciepłego mleka przysypanego wiórkami kokosowymi. Jest też leciutka i puchata jak waniliowa pianka w ptasim mleczku. Z łatwością wyczujemy w nim również gorące domowe karmelki ciągutki prosto z rondelka. No i w końcowych fazach to wanilia korzenna okadzona dymkiem z kadzidełka o zapachu drzewa sandałowego postawionego na woskowej podstawce i palonego cukru. Z zapachu wyraźnie wybija się też mleczno (kokosowa) - syropowo (cukrowa) - oleista (migdałowa) wilgoć. I to ona decyduje o ostatecznej konsystencji tego waniliowca.

Nuty: absolut czarnej wanilii, lukrecja, drzewo sandałowe, mleczko kokosowe, wosk pszczeli, skarmelizowany benzoes, gorzkie migdały, gwajak, tonka


Amour le Parfum, Kenzo

No i jeden z moich ostatnich zakupów. Ma duszę obieżyświata i  czerpie jednocześnie z ducha Wschodu i Afryki.

Amour le Parfum Kenzo

 Kropelka zaaplikowana na nadgarstku daje człowiekowi iluzję, iż przyszło mu kąpać się w ciepłym morzu ryżowego budyniu a obok tej swoistej wanny zapalono mu na kilka fajerek kadzidło frankońskie. Tak po prostu. Ciężar zapachu jest zdecydowanie większy od statystycznej średniej a wraz z rozwojem jeszcze wzrasta. Wszystko dzieje się tu w zwolnionym tempie i zgodnie z powiedzeniem "jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy". Ta wanilia, nie grająca tu właściwie pierwszych skrzypiec, jest perfekcyjnie gładka, lecz jej faktura zmienia się pod wpływem przysypania całości skromną ilością mleka w proszku oraz niemowlęcej zasypki. Tak właściwie to w Amour Le Parfum czuję również charakterystyczny, przemiły i nieco słodki zapach niemowlaczka. Do tego paczula i ambra i w rezultacie mamy orient jakiego jeszcze nie było, będący jednocześnie mile przyswajalnym dla przeciętnego Europejczyka. Szczelnie otula ciepłym kocem i spisuje się na medal w sezonie jesienno-zimowym.

Nuty: ambra, paczula, benzoin, kadzidło, ryż, frangipani, wanilia

piątek, 23 października 2009, daigee
Tagi: wanilia

Polecane wpisy

Komentarze
2009/10/23 21:00:01
Martin Lindstrom pisał w swojej "Zakupologii", że najbardziej rozpoznawanym zapachem na świecie [i najmilej kojarzonym] - bez względu na kontynent, czy kulturę jest tzw. baby powder - który też zawiera wanilię ;)
swoją drogą jeśli jeszcze nie czytałaś, to polecam strasznie! ja miałam niezłą frajdę czytając to :)

ah ta ciastolina, pamiętam ją jak dziś! *_*
-
daigee
2009/10/24 00:13:29
Będę czytać :) To pozycja z listy lektur na moje zajęcia z socjologii reklamy. Wczoraj nawet chciałam kupić, ale jeszcze dałam nam czas ;)

A tak w ogóle to lizałam Coze ;D