Blog > Komentarze do wpisu
Czekolada - moja miłość

Fondente Extra, Cioccolato Mon Amour

 Przypomniała mi się pewna scena z jednego odcinka serialu Seks w wielkim mieście. Carrie odbywa z sukowatą redaktor naczelną Vogue'a rozmowę na temat swojego warsztatu dziennikarskiego i stylu w jakim ma utrzymać swój artykuł o najmodniejszych w aktualnym sezonie obuwiu i galanterii skórzanej (taaaak, tematyka wagi państwowej). Ponaciągana liftingiem zołza poddaje pod wątpliwość wiedzę Carrie na temat pantofelków, czółenek i sandałków oraz trafność pomysłu skonstruowania artykułu na zasadzie przyrównania mężczyzn do torebek. Na co główna bohaterka odpowiada coś w stylu: Honey, maybe I do not know man. But shoes... Shoes I do know. Nie do końca czuję kadzidło i kompletnie nie kręci mnie drewno. But chocolate... Chocolate I do know.

Włosi lubują się w produkcji kosmetyków o smakowitych zapachach - najpopularniejszym towarem eksportowym są tu wyroby Aquoliny, ale i mniejszych firm trudniących się tą działką są tam całe tuziny.czekolada

Kocham czekoladę i miałam jej na swoim warsztacie pełne uncje. Gorzkie, czekoladopodobne, ulepne, rozstapiające się, łamiące pod palcami z wysokim dźwiękiem, deserowe, hedonistyczne, czarne, białe, mleczne, pomarańczowe, karmelowe, pistacjowe, z orzechami laskowymi, alkoholowe, piżmowe, ambrowe, paczulowe, pralinkowe czy uzależniające. Ich zapach mnie uszczęśliwia a szeroki wachlarz różnorodności sprawia, że prawdopodobieństwo opcji znudzenia się czekoladą spada do zera. A teraz dzięki przemiłej koleżance z Torunia (która jak sama przyznaje ma do mnie słabość za sprawą łączącej nas socjologicznej żyłki oraz faktu, że jej córka ma na imię tak samo jak ja ;) ) mam na sobie czekoladę włoską. Nieco męską. Nęcącą. Charakterną i zadziorną.

Od kiedy zapoznałam się z Płomykową mini tablicą czekoladowego Mendelejewa nie mogę powstrzymać się przed próbą zaklasyfikowania nowo poznanej czekoladki do jednej z podgrupek. W wypadku Cioccolato Mon Amour nie odpuszczono sobie dość często eksplorowanego chwytu podparcia czekolady silnym ramieniem kandyzowanej skórki pomarańczowej. Poziom wysłodzenia jest w istocie imponujący - lecz ma to miejsce nie za sprawą cukru lecz miodu (naciągany typ I). Ale jest i łyczek wytrawnego likieru (raz jeszcze typ I). Oraz męskawe piżmo przy jednoczesnej wierności oddania zapachu czekolady (typ III). Jeśli dodać do tego również szlachetne spaczulenie (typ IV) to rezultatem będzie bajerancka hybryda.

 Jest słodko, ale procentowa zawartość mleka jest niższa niż gorzkiego kakao. Klasyczną recepturę znacznie zmodyfikowano i zamiast białego cukru mamy smakowity i aromatyczny miód. Całokształt nie jest specjalnie złagodzony. Pazurek zawdzięcza pylistemu obłokowi ze zmielonych ziaren kakao oraz mającej ochotę na kontakt cielesny ambrze.

Och, jest słodki do bólu - tak jak lubię.

Fondente Extra Cioccolato Mon Amour Warto też napisać, że opakowanie jest naprawdę na medal. Zdecydowanie wprowadza w klimat jeszcze przed konsumpcją.

 

 Nawiasem mówiąc właśnie puściłam w świat trzy czekoladowce z mojej rozkosznej stajenki. Rzadko mi się zdarza żeby ktoś obrzydził mi własnoręcznie wybrany przeze mnie zapach, ale stało się. Rodzicielka wespół z siostrą od zawsze krytykowały moje jednoznaczne czekoladowce - przy czym one (najprawdopodobniej jako jedyne istoty na tej planecie) nie wyczuwały w nich tego deserowego smakołyku. Donośne "fuuuuuj, aleś się znowu wyśmierdziała drożdżówą" było pewnego rodzaju refrenem. Jednak kiedy te dwie jędze pod moją nieobecność zakradły mi się do szafki z perfumami a po wszystkim doniosły mi, że wspólnie doszły do wniosku, że Dark Extacy śmierdzi brudnymi majtkami a Amour de Cacao niepranymi męskimi skarpetkami po wieczornej sesji jogging'u - a ja zwizualizowałam sobie możliwy sposób ekstraktacji takiej woni doszłam do wniosku, że ... już ich nie lubię. Ani Dark Extacy i AdC ani mojej siostry i mamy.

 Jeśli chodzi o mą nadobną matkę to dla niej stanem idealnym byłoby gdyby jej latorośl pachniała perfumami Givenchy, "bo są takie eleganckie". Ha! Ujawnia się w tym pobożnym życzeniu to, co zakładają producenci perfum. Magiczne słowo "aspiracje" jest tutaj swoistym wytrychem. Realizacja wyobrażeń na temat danych osób poprzez zapach. Och, muszę jakoś żyć z faktem, że zawodzę własną matkę tym, że pachnę tak nieelegancko.

Nuty: pomarańcza, mandarynka, miód, brzoskwinia, kakao, ambra, paczula, wanilia

piątek, 04 września 2009, daigee

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Graża z Torunia, *.dynamic.gprs.plus.pl
2009/09/05 15:05:30
Miło mi czytać:) "Męskawa i zadziorna" - rozszyfrowałaś Fondente Extra, a ja nie wiedzałam do końca o co w niej chodzi . Nie będę piać, bo piać nie wypada, ale np. zdanie o opakowaniu : "zdecydowanie wprowadza w klimat jeszcze przed konsumpcją" celne na celująco.
A co do mojego platonicznego, bo amatorskiego uczucia do pani S.- ostatnio przed snem podczytuję Petera Bergera "Społeczne tworzenie rzeczywistości" - prawie tak frapujące jak wiersze Emily Dickinson ;
-
daigee
2009/09/05 18:29:40
Mitsouko :) Dziękuję raz jeszcze za czekoladkę - jako jedna z nielicznych przetrwa u mnie okres czekoladowej burzy i naporu ;D

Przyprawowce się pakują :)