Blog > Komentarze do wpisu
Próbkowanie: Caravelle Épicée, Le Seducteur i 21

Caravelle Épicée, Frapin

 Zapach świetny, świetny po stokroć świetny! Idealnie drzewny, idealnie przyprawowy, idealnie orientalny. Jest równie gęsty od ingrediencji pełnych mocy - jak w recenzowanym jakiś czas temu przeze mnie 1270 tej samej marki.

 Pikantna papryka wprawia tu w osłupienie swoją realnością. To już nie jest optymistycznie tryskające czerwonym sokiem warzywo z Piment Brulant tylko drobno sproszkowane, wysuszone w południowym Caravelle Epice Frapinsłońcu chilli, które większości ludzi podane w dawce choćby o gram przedobrzonej jest w stanie wypalić podniebienie i język na wylot. Jeśli dodać do tego szczyptę szatańsko czarnego pieprzu to już zaczyna się robić ... ostro. Tutaj jednak ilość pikantnych molekuł prawidłowo odmierzono na wadze jubilerskiej - wąchanie nie wywołuje łzawienia tylko ślinotok. Przyprawowy miks właściwie jest bliźniaczy w stosunku do lutensowskiego Arabie - regularnie przyrównywanego do dania curry czy wypieczonej na sposób turecki skórki pieczonego kurczaka. Czuć tutaj wyraźnie każdy przyprawowy składnik ujawniony przez producenta. Druga połowa ciężaru kompozycji to nuty drzewne - i za ich sprawą nie ma tu mowy o kulinarnym banale. Wysładzające się i żywiczno-kadzidlane drzewo sandałowe, suchy, karmelizowany gwajak, przykurzono-cukrowa ambra, indiashopowa paczula i surowe tytoniowe liście wprowadzają ten zapach w bardzo wysublimowany wymiar. Wszystkie - już same w sobie ciężkie i wyraziste - pojedyncze elementy wzajemnie się mobilizują, podkręcają i wzbudzają w sobie ducha rywalizacji. Jest pulsujący, nieprzewidywalny i żywy mimo imponującej masy.

Nuty: gałka muszkatołowa, kolendra, papryka chilli, czarny pieprz, kminek, gwajak, drzewo sandałowe, ambra, paczula, tytoń

 

 Le Seducteur, Geoffrey Nejman

Plan był taki żeby z Le Seducteur zrobić po stokroć męski zapach mający wzbudzać w kobietach pożądanie. Śmiem podejrzewać, że to najambitniejsze założenie spośród tych, jakie wykoncypowano w ramach serii. Pozostałe dwa zapachy z tria mają podkreślić refleks i energię (Le Sportif) oraz wywołać podziw i szacunek (Le Proffessionel).

Ciężko przymknąć oko na egotyzm oraz wciskanie konsumentowi kitu i podejrzewanie go naiwniactwo. Czytanie bzdur z folderów reklamowych typu:

"Magiczny kolor wieczoru przyciąga, kusi i czaruje. To afrodyzjak, który pomoże uwieść kobietę."

to szczyt perfumeryjnej żenady. Załóżmy jednak, że czasem fajnie jest uwierzyć w magię zapachu.

  Mam poważny problem z opisaniem tych perfum. Nie brzmią jak pierwsza lepsza męska kompozycja - kolońsko-morska tudzież cytrusowo-drzewna. I za to duży plus. Ale mam wrażenie, że wynika to ze śmiertelnie poważnego podejścia do wyznaczonego sobie zadania. To jest stworzenia zapachu, który będzie się wyróżniał w powodzi innych atrybutów przystojniaków i danieLe Seducteur G. Nejman większych szans prokreacyjnych właśnie Le Seducteur. Niech będzie, że cel uświęca środki.

 Zioła nie pochodzą z przydomowego ogródka i nie stanowią po prostu ekologiczniejszej i ekonomiczniejszej alternatywy dla miejskiego supermarketu. Pachną jak pochodzące z zaciemnionej, chłodnej piwnicy alchemika. Ich zielone listki są jędrne, zdrowe, wykarmione na odżywczych miksturach z laboratorium biochemicznego i gotowe do skubnięcia i dorzucenia do magicznego wywaru. Zapach w początkowych fazach skrywa w sobie akord plastikowo-rodzynkowej kuli, która po kilku kwadransach pęka z cichutkim tąpnięciem i uwalnia rozsypujący się cynamon. I wówczas następuje snująca się do końca faza miodowo-balsamiczno-drzewna. Gęsta, słodka i owinięta delikatną płachtą skóry. Zapach rozwija się niespiesznie, jakby wyczytał w podręczniku uwodzenia, że co nagle to po diable i lepiej kumulować napięcie.

   Ten Uwodziciel jest bardzo pociągający - bardzo przyjemnie mnie zaskoczył. Ale nie daję głowy, że każda kobieta wąchająca ten zapach na męskiej skórze padnie nosicielowi do stóp i przysięgnie wieczną miłość.

Nuty: bergamotka, mięta, bylica pospolita, galbanum, rozmaryn, paczula, cynamon, liście drzew, tymianek, gałka muszkatołowa, mech, miód, balsam z sosny, piżmo, skóra

 

21, Costume National

  Nazwa perfum wywodzi się od jubileuszu istnienia marki (jakże nieokrągłego) oraz chęci podkreślenia użycia w kompozycji 21 ulubionych składników projektanta21 CN Ennio Capasy. Ujawniono ich tyle, że gdyby użyć wszystkich posiadanych palców przy wymienianiu to jeszcze by ich zabrakło a na samym początku czuję coś nieodsłonionego w składzie. Mianowicie śliwkę węgierkę w lukrecjowym syropie. Aż nie do wiary jakie to słodkie. Podejrzewam, że to psikus ze strony mojej rozmiłowanej w słodyczy skórze, która lubi wyciągać z zapachów takie smaczki. W każdym razie następnie 21 dryfuje powoli, majestatycznym krokiem w kierunku kremowego dystyngowania, stanowiącego elegancką przykrywkę dla hedonistycznego lenistwa. Faktura zapachu staje się sucha, jakby dopieszczona przed chwilą mlecznym balsamem a po wszystkim pieczołowicie wytarta. W pobliżu czuć zapach gotowanego, niedoprawianego niczym ryżu. Kiedy ujawniają się nuty ziołowe i drzewne, naznaczone nieco ascetycznie i antyspetycznie zapach zaczyna kojarzyć mi się z apteką.

 Perfumy te są przestrzenne, ale przy tym wyraziste, lekkie i ciepłe.

Nuty: bergamotka, mleko, kwiat pomarańczy, szafran, kmin, pieprz, drzewo kaszmirowe, królewska galaertka, mech, olejek szałwiowy, paczula, kadzidło frankońskie, ambra, drzewo sandałowe, aoud, cedr, wetiwer, labdanum, fasola tonka, wanilia, piżmo 

wtorek, 28 lipca 2009, daigee
Tagi: wanilia

Polecane wpisy