Blog > Komentarze do wpisu
Trochę o Chanel

   Nie cierpię perfum Chanel. Poważnie. Wszystkie ich kompozycje utrzymane są w zbliżonym fhrancuskim szyku i tym samym dojrzałym stylu... Za każdym razem wyłapuję w nich to szanelstwo i dziękuję za dalszą współpracę. Dostałam kiedyś w prezencie maciupeńki ekstrakcik najbardziej młodzieńczego i najbardziej świetlistego zapachu marki - mowa o Chance - ale nawet on mnie nie zakręcił. Naprawdę chciałam polubić ten zapach. Ale pomimo faktu, że usilnie przekonywałam mój zmysł węchu (tak właściwie nawet sama nie wiem po co) to on obstawiał przy swoim. Nie lubimy się z Chanel.

 Ale Chanel no 5 to legenda. Przede wszystkim za sprawą PR jaki wyrobiła im pewna blondynka. Jako dziewczynka oglądałam czarno-białe filmy z Marilyn i marzyłam, że kiedy dorosnę będę taka piękna jak ona ;) A że częścią składową jej powalającego seksapilu był oczywiście zapach to bardzo chciałam pachnąć tak samo. (Bosz, co za głupie dziecko). Uwielbienie do tej dziewczyny pozostało mi do dzisiaj. Wklejone do tego posta zdjęcia M.M mam w o wiele większym formacie zawieszone u siebie w domu w antyramach. Piękne to dziewczę. Moja mama jest do niej podobna. Ale ja nie o tym... ;)

M.MM.M

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

Eau Premiere, Chanel

    Szperałam niedawno na Allegro i moim oczom ukazała się firmowa próbka Chanel wyglądająca najnormalniej w świecie poza tym, że zapach miał podejrzanie długą nazwę. "E se fosse la prima volta...". Kto zacz :> ? Wrzuciłam to tajemnicze hasełko do translatora i po chwili wszystko stało się jasne. Skojarzyłam to hasło reklamowe. Oto Piątka po liftingu i odchudzającej diecie niskowęglowodanowej. Tak jak klasyczny, stary zapach zdecydowanie mnie odstraszał, tak ta naciągana Debiutantka zaskakująco zaskarbiła sobie moje zaufanie.

 Jest niepompatycznie, nieprzesadnie i bez podejrzanej staroci, za którą nie przepadam. I stał się cud, bo oto przede mną zapach Chanel, który noszę bez obrzydzenia ;) To taka niewymuszona elegancja, szlachetna inspiracja retro a nie dosłowny cytat z żurnala lat 50. XX wieku. Wszystkie składniki zdroworozsądkowo obliczono na zapotrzebowanie epoki i ... to może się udać. Lekka, wibrująca pudrowość, aldehydów ilość tylko symboliczna, kwiatowość umiarkowana - tak to widzę. Ciekawe są w szczególności te kwiaty - silnie skoncentrowany zapach zainstalowany w skromnej ilości. Raz jeszcze brawa za umiar.

Tak wyperfumowana czuję się dopieszczona, zadbana i gotowa do wyjścia do teatru albo na jakąś inną półuroczystą okazję.

 Nuty: neroli, ylang-ylang, aldehydy, absolut róży, absolut jaśminu, drzewo sandałowe, wanilia, burbońska, wetiwer

piątek, 28 listopada 2008, daigee

Polecane wpisy

Komentarze
princeska69
2009/01/09 03:15:24
Angel, musze to napisac, bo w stu procentach sie zgadzam. Ja tez nie znosze Chanel, tez przechodzilam przez malenstwo w postaci Chance i tez go nie pokochalam. Ba, nawet nie polubilam. To wszystko, jest dla mnie takie nafaszerowane, az przesadna elegancja z odrobina snobizmu. Bardzo cenie marke, ale nie jestem chyba w stanie nawet sie z nia zaprzyjaznic. Nowa ersja 5, tez mnie nie przekonala, a po cichu liczylam na maly cud.